Przejdź do głównej zawartości

Helloween - Live on 3 continents DVD.

Jeżeli macie ochotę na wydanie paru złociaków na fajne metalowe dvd to mocno zachęcam do zakupu tej pozycji. Materiał pochodzi z trasy Keeper of the seven keys - The Legacy i został wydany w 2007 roku. Główny zapis pochodzi z Sao Paulo, jednak w czasie niektórych utworów, w momencie gdy pojawia się znajoma dyńka, możemy się przenieść na alternatywne wersje zarejestrowane w Tokio i Sofii. Koncert w Sao Paulo trwa zacną godzinę i 50 minut. Na początek atakuje nas rewelacyjny, monumentalny The King For a 1000 Years i od razu widzimy fantastyczną formę całego zespołu, łącznie z Derisem. Dźwięk nie budzi zastrzeżeń, zarówno w stereo, jak i Dolby nie ma do czego się przyczepić. Również realizacja telewizyjna jest na plus, jakość obrazu oraz montaż bez żadnych zarzutów. Zwłaszcza montaż nie jest przekombinowany i możemy spokojnie oglądać bez cosekundowego zmiany planu. Po niezwykłym początku później wysoki poziom jest utrzymywany: Eagle Fly Free, Hell Was Made In Heaven, Keeper of the seven Keys i A Tale That Wasn't Right. Chwilę oddechu przynoszą nam wygłupy z perkusją Marcusa, fajny, śmieszny przerywnik. A potem znów jazda bez zatrzymania, aż do finału z I Want Out i Dr. Stein. Ciepłe słowa należą się brazylijskiej publiczności która stawiła się niezwykle licznie i reagowała niesamowicie żywiołowo co dodaje koncertowi tylko zajebistego klimatu. Na drugim dysku mamy film z trasy, wywiady, dwa teledyski i wykonanie kawałka Halloween podczas festiwalu Masters of Rock Festival. Niestety napisy do dodatków są m.in. portugalskie, czeskie ale polskich nul i tu minus dla wydawcy. Szata graficzna jest natomiast w porządku, we wkładce wszystkie potrzebne informacje, sporo zdjęć z trasy. Reasumując, jak na wstępie - polecam.
Ocena 9.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

BEYOND MORTAL DREAMS - Devastation Hymns (EP 2025)

  Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę