Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Recenzje CD - wspomnień czar.

DEVILYN

  Kilka dni temu pisałem o Schismatic, dzisiaj chciałem Wam przypomnieć o następnym reprezentancie mojego miasta a mianowicie DEVILYN. Założony na początku lat 90-tych przez Nowego i Bonia jako CEREBRAL CONCUSSION szybko stali się znanym w mieście bandem. Widziałem ich na żywo na początku działalności i już wtedy widać było, że przyszłość przed nimi. Potwierdziło to wydane w 1994 roku demo "The Rule". Nagrane i wydane profesjonalnie otworzyło drogę do kontraktu z francuską Listenable Records. Ta sugeruje zmianę nazwy na łatwiejszą i już pod szyldem DEVILYN wychodzi debiutancka płyta "Anger". Mi osobiście bardzo się wtedy podobała, mało tego, podoba się i dzisiaj. Brutalny, gęsty death metal mile chłoszcze uszy. Słychać nietuzinkowe umiejętności młodego w sumie zespołu, a wokal Nowego wgniata w podłogę. Może troszkę brakuje jakości w produkcji ale naprawdę nie jest źle. Następny album to nagrany w 1998 roku "Reborn in Pain". Jest coraz lepiej....

SUPURATION - THE CUBE

  Pamiętam jak w pierwszej połowie lat 90-tych miałem przegraną od kumpla kasetę jakiejś francuskiej, intrygująco brzmiącej, kapeli. Na długo potem o niej zapomniałem i jeżeli też o niej zapomnieliście, albo nie mieliście w ogóle styczności z tą kapelą to chciałem wam dzisiaj o tym albumie krótko opowiedzieć. Chodzi mi o wydany w 1993 roku album "The Cube" grupy SUPURATION w której to prym wiodą bracia Loez. Jak na ten czas był to album nietuzinkowy. Jego fundamentem był death metal, ale to tylko punkt wyjściowy. Mamy tu pełen wachlarz wpływów które choć pozornie nie powinny, to jednak do siebie pasowały. Growling przeplata się z czystymi wokalami, agresja tłumiona jest melodiami, pełno jest gitarowych harmonii i wstawek godnych np. Voivod. Są momenty przypominające bardziej progresywne oblicze Messiah czy fragmenty wczesnego ducha Pyogenesis a do tego doom metalowe wkręty. Album jest gęsty i jednocześnie, paradoks, mroczny i jasny, z klimatami sci-fi...W sumie ...

BATHORY - BLOOD ON ICE

  Kilka dni temu obchodzliśmy 17 już rocznicę śmierci legendy metalu czyli Quorthona Setha, twórcy wielkiego BATHORY. Nie można lepiej uczcić pamięci zmarłego muzyka niż kolejny raz, z emocjami, posłuchać jego twórczości. Bathory uwielbiam już ponad 30 lat i to obydwa jego wcielenia. I to wczesne, pierwotne, wściekłe oraz to epickie, pełne wzniosłości i legend z północy. Wszystko miałem na pirackich jeszcze wtedy kasetach i zupełnie bez umiaru zasłuchiwałem się w "Hammerheart", "Blood fire death" czy niepowtarzalnej jedynce...Gdy w 1996 roku wychodziło "Blood On Ice" postanowiłem szarpnąć się na CD. Nie muszę mówić, że wtedy to było sporo kasy, zwłaszcza dla biednego studenta. Ale ten album okazał się przecież być warty każdej złotówki i do dzisiaj, wiem że to bardzo mocno niepopularny wybór, pozostaje moim ulubionym do którego wracam najczęściej. Jest to w ogóle album ze ścisłego mojego topu wszechczasów i wciąż jestem pod wrażeniem atmosfe...

ACID DRINKERS - "ARE YOU A REBEL"

Dacie wiarę że minęło już 30 lat do debiutanckiego albumu ACID DRINKERS? "Are you a rebel" Titusa i spółki to było jeden z pierwszych CD jakie zakupiłem. Na kasetach miałem już "Dirty" oraz "Striptease", a chyba też i "Vile Vicious Vision" i tak gdzieś koło 95 roku wszedłem w posiadanie wspomnianego cedeka. Acidzi to dla mnie było takie wytchnienie od wszystkich złych i srogich deathów i blacków (które uwielbiałem i uwielbiam), taka muza bez zobowiązań, jeden z pierwszych zespołów podchodzących do metalu w jajcarski sposób (na pewno kojarzę jeszcze z tamtych czasów Smirnoff). Acidów za ten luz bardzo ceniłem, ale też za świetne kompozycje,zajebisty wokal Titusa, zajebista okładkę, no i jak na debiut ogólną sprawność techniczną. Nie można też nie doceniać koncertowego wcielenia kwasożłopów, to istne demony sceniczne. W pierwszej połowie lat 90-tych byłem na ich koncertach ze 4 razy i zawsze na scenie odbywało się totalne szaleństwo. ...

MORBID ANGEL - "BLESSED ARE THE SICK"

Był rok 1991, chodziłem do średniej szkoły, słuchałem sobie rocka i lżejszych odmian metalu (Running Wild, Metallica, Van Halen czy AC/DC). Wtedy kumpel z klasy zapuścił mi coś co zmieniło mój muzyczny świat, co wywołało fascynację trwającą do dziś. Mianowicie Morbid Angel wydał właśnie album "Blessed are the sick" i poleciał kawałek "Fall from grace". To był pierwszy utwór death metalowy jaki usłyszałem i ten ciężar, brutalność, agresja, wokal całkowicie mnie opętały. Muzyka ze sporadycznej przyjemności stała się moja pasją. W latach 90-tych co chwilę coś co wychodziło to było odkrycie a historia muzyki działa się na naszych oczach (czy też uszach). Po Morbid Angel poleciało dalej, setki zespołów i fascynacji do których nie raz jeszcze będę tu wracał. Pamiętam tą eksplorację metalowego świata i pierwsze zetknięcia ze Slayerem, Cannibal Corpse, Immolation, Mercyful Fate, Vaderem, Rotting Christ, Samael czy setkami innych. Te emocje nie wrócą już niest...

DARKTHRONE - "SOULSIDE JOURNEY"

  Pamiętam jak gdzieś w 92 roku usłyszałem "Soulside Journey" DARKTHRONE. Strasznie mi się spodobała bo to kawał dobrego death metalu. Jak na tak młodych muzyków niezłe umiejętności, oryginalne brzmienie sprawnie łączące skandynawskie i amerykańskie wpływy, mroczna atmosfera, sprawiły że spiracona kaseta Taktu często gościła w moim magnetofonie. Z dużą niecierpliwością czekałem na ich kolejną płytę, no i się szybko doczekałem...Jeszcze w 1992 roku wydali "A Blaze in the northern star" i pamiętam szok po jej usłyszeniu. Dlaczego zespół nagrywający świetną death metalową płytę pogrążył się w tak prostackim black metalu. Tak, właśnie takie były wówczas odczucia moje i większości moich kumpli. Z czasem oczywiście zacząłem doceniać znaczenie tego albumu i polubiłem ich blackowe wcielenie, ale zaraz po jego wydaniu byłem mocno rozczarowany. Jak pokazały dalsze dzieje zespołu nie była to jedyna rewolta stylistyczna w ich wykonaniu. Nagrali sporo raz lepszych ...
 STORM - 'NORDAVIND' Dziś chciałem wam przypomnieć o płycie zespołu STORM - Nordavind. Wyszła ona u nas na kasecie bodajże wydanej przez Morbid Noizz w 1995 roku. Był to projekt Fenriza i Satyra, jakże odmienny od tego co grali w macierzystych zespołach. Storm na Nordavind grał mieszankę norweskiego folku z metalem, dodam jeszcze, że wokalnie wspomagała ich Kari Rueslatten. Płyta w tamtym okresie zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Biła z niej duma, tęsknota za dawnymi czasami oraz miłość do natury. Proste ale jednocześnie fascynujące granie z niesamowitym klimatem, przykład jak bez żenady można połączyć ludową twórczość z metalowymi brzmieniami. Jak wiemy naśladowców tego stylu potem było sporo ale większość wzbudza śmiech i politowanie. Storm okazał się jednorazowym projektem, w sumie szkoda... https://youtu.be/yiyR9wT16UU

IMPALED NAZARENE - 'TOL CORMPT NORZ NORZ NORZ'

  IMPALED NAZARENE poznałem zaraz po wydaniu przez nich debiutanckiego albumu "Tol cormpt norz norz norz". Stało się to za sprawą zakupionej gdzieś chyba w 93 roku licencyjnej już wtedy kasety, z którą jak się okazało miałem niezły przekręt. Nie znałem tej kapeli a kasetę kupiłem ze względu na okładkę i dziwny tytuł. Pamiętam niemiłą niespodziankę kiedy po odpakowaniu kasety ukazała się informacja o europejskiej cenie albumu z adnotacją o podwójnej cenie dla Polaków i chyba jeszcze, jak to oni napisali dla murzynów. Wtedy nie wiedziałem o co chodzi, dlaczego Finowie tak nas nie lubią, ale po jakimś czasie w jednym z wywiadów Mika Luttinen wyjaśnił o co chodziło. Mianowicie był wtedy na maksa wkurwiony bo strasznie często wówczas dostawał listy z Polski z propozycjami wymian kaset, prośby o wywiady, promówki do nieistniejących zinów i był niestety wielokrotnie oszukiwany. Pamiętam, że w czasie wywiadu przepraszał za to i przyznał, że trochę go poniosło. Ale dobrz...

BOLT THROWER - 'THE IV CRUSADE'

  Wczoraj sobie słuchałem BOLT THROWER "The IV Crusade", wracam do niego często bo to dla mnie jedna z najlepszych płyt z death metalem. Ile tam jest kurwa dobrych, nie, nie dobrych, ale raczej zajebistych riffów to szok...i to brzmienie. Nie szwedzkie, nie florydzkie, tylko takie ich...gęste i potężne. Wystarczy posłuchać otwarcia płyty w tytułowym utworze, jara mnie do dziś, albo takiego "Where next to conquer", jest moc i chwała...Album ten kupiłem na kasecie licencyjnej niedługo po tym jak się ukazał i to było moje pierwsze spotkanie z Bolt Thrower. Oczywiście zapoznałem się z wcześniejszymi płytami, potem następne też na bieżąco leciały ale może o nich kiedy indziej...W każdym razie jednak to do krucjaty wracam najczęściej...a, no i ta zajebista okładka. Ta kapitalna rzecz to dzieło z XIX wieku„Wejście krzyżowców do Konstantynopola” francuskiego malarza Eugène Delacroix. Jak dawno nie słuchaliście tego albumu to zróbcie to dzisiaj śmiało...wojna ...
PAN THY MONIUM Pamiętam jak gdzieś w 1992 lub 1993 roku wkroczyłem z pewną ilością gotówki do ulubionego sklepu muzycznego i kumpel namówił mnie na kupno kasety PAN.THY.MONIUM. Najpierw duży zawód, na co ja wydałem kasę. Niby licencyjne wydanie, a tu najbardziej uboga wkładka w historii...Brak tekstów to się jeszcze zdarzał, ale brak choćby składu czy jakichkolwiek informacji o nagraniach to już przesada, tytułów utworów nawet nie było...No nie było niczego jak powiedział kiedyś pewien klasyk, same chmurki i finito. No chuj, wrzucam kasetę. Szok. O co chodzi? Co to za brzmienie, co to za połamańce? Przyznam, nie od razu skumałem tą muzę. Nie powiem, że od razu wpadłem w trans i uznałem Szwedów za objawienie death metalu. Z czasem natomiast, z każdym przesłuchaniem poznawałem ten album coraz lepiej by po jakimś czasie uznać go za arcydzieło. Zmiany tempa, rytmu, awangarda i progresja, do tego saksofony, klawisze i kilka innych jeszcze nie pasujących do stylistyki instrumen...
PANTERA - 'FAR BEYOND DRIVEN' W 1994 roku metalowy świat czekał stęskniony na takie pierdolnięcie jakiego dokonała PANTERA z albumem "Far beyond driven". Iron Maiden był w odwrocie po odejściu Dickinsona, Metallica ciągle napawała się się sukcesem czarnej, a Slayer sobie jeździł po świecie i mijały już 4 lata od ostatniej płyty. Triumfy święcił grunge i flanela stała się materiałem numer jeden. Wtedy przyjebała PANTERA. Przyjebała naprawdę mocno. Oczekiwania po znakomitym Vulgaru były potężne ale nie zostały w najmniejszym stopniu zawiedzione. W Stanach szał na ten album był taki, że wylądował na 1 miejscu sprzedaży. A przecież nie była to muza z gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych. Nie będę się rozwodził o muzyce zawartej na tym LP bo napisano już o niej wszystko. Napiszę tylko, że ta muzyka nic się nie zestarzała, to nadal niesamowicie kopie, ta wściekłość jest nie do podrobienia. Nie jestem wskazać też ulubionego kawałka, ale to otwarcie miażdży......

THE ABYSS - THE OTHER SIDE

W 1995 roku ekipa z Hypocrisy postanowiła zabawić się w black metal i pod nazwą THE ABYSS popełnili album "The Other Side". Wydanie kasetowe było mocno takie sobie ale na szczęście to była jedyna rzecz która zawiodła. Najważniejsza przecież jest muzyka a ta porywała od samego początku. Tak samo wściekły jak i melodyjny black metal o wiadomym, patrząc na skład kapeli brzmieniu. Zmiany tempa, świetne riffy, dobre kompozycje, sprawność gitarzystów spowodowały że ta kaseta gościła dosyć często w moim magnetofonie. Zajebiście wypadł też cover "Massacra" legendarnego HELLHAMMER. Jak dawno nie słuchaliście to zachęcam do przypomnienia a jak nie znacie to zachęcam do zapoznania. 

SLAYER - Decade of aggression (1991)

To kolejna płyta która miała na mnie olbrzymi wpływ. Dwupłytowe, koncertowe wydawnictwo grupy Slayer wręcz hipnotyzowało niesamowicie przejrzystym brzmieniem, na tamte czasy to była naprawdę wielka rzecz. Płyta ukazała się, kiedy grupa miała już w dorobku 5 płyt studyjnych i była prawdziwą metalową gwiazdą. Płyta ta kręci się w moim odtwarzaczu do dzisiaj i jest świadectwem niesamowitej siły przekazu Slayera. Wykrzyczane przez Arayę słowa wkręcają się w uszy a mózg piłują niesamowite riffy i szaleńcze solówki. Tu nie ma przypadkowych dźwięków, wszystko jest przemyślne, w efekcie publiczność zostaje zbombardowana. Nawiasem mówiąc atmosfera, klimat są kapitalne.Na początek po krótkim intro atakuje niezrównany Hell Awaits , potem jad sączy The Antichrist, War Ensemble, South Of Heaven i Raining Blood, ale zestaw, prawda? Do końca pierwszej płyty poziom jest genialny. Druga płyta prezentuje się troszkę słabiej, gdyż zawiera nagrania z różnych koncertów i troszkę ten niesamowity klimat zan...

Mercyful Fate - Melissa

Dzisiaj przypomnę album który wywarł ówcześnie wielki wpływ na mój nastoletni umysł. Nigdy wcześniej nie słyszałem, żeby tak śpiewać na metalowej płycie! To było naprawdę wiele lat temu ale dobrze pamiętam te emocje, tą opadniętą szczękę kiedy po raz pierwszy usłyszałem Kinga Diamonda. Z tej heavy metalowej przecież płyty bił mrok i zło o tysiąckrotnie większej sile niż połowa norweskich hord z wymalowanymi gębami ( choć sporo blackowych kapel naprawdę lubię ). Jak King śpiewał, zawodził czy też wył, obojętne, gęsia skóra cały czas. Nie mogę wyróżnić żadnego utworu z tej płyty, to niemożliwe. Cała płyta jest pogrążona w mrocznym klimacie, nie ma żadnych słabych momentów. Wspomnę jeszcze, że płyta ukazała się w 1983 roku, a ja usłyszałem ją po raz pierwszy gdzieś tak chyba w 1990 roku. Zaraz też musiałem oczywiście zdobyć kolejną płytę Mercyful Fate oraz wydane już solowe płyty Kinga Diamonda ( dzięki Maciek :) ). Ale o przynajmniej niektórych z nich innym razem. Ocena 10.

Turbo - Ostatni Wojownik

Tą płytę pierwszy raz słuchałem za pomocą adapteru na którym z radością odtwarzało się czarne, winylowe krążki. Dzisiaj są one atrakcją dla kolekcjonerów, a wtedy były codziennością. Miałem wtedy 12, może 13 lat, mój gust muzyczny powoli się kształtował i ta płyta z pewnością miała na niego wpływ. Tą płytą Turbo zaskoczyło wszystkich. Oto kapela słynąca z Dorosłych Dzieci i Smaku Ciszy, która wydawało się, że zbłądziła Kawalerią Szatana, nagle wydaje mocną trashową płytę. Ostre, tnące riffy, skrzeczący głos Kupczyka, niesamowita gitara Hoffmana i karabinowa perkusja znakomitego Tomka Goehsa uczyniły z tej płyty jedno z najbardziej znaczących dział metalowych tamtych czasów. Utwory: Ostatni Wojownik , czy Miecz Beruda to hymny znane każdemu chyba fanowi ciężkiej muzy. Zespół Turbo nagrał potem kilka dziwnych płyt ale tej nikt im nie zabierze. Ocena 9 .