Przejdź do głównej zawartości

ALBERT MUDRIAN - 'OBLICZA ŚMIERCI'


Dzisiaj literatura. Chwilę się zastanawiałem nad zakupem książki wydanej przez wydawnictwo IN ROCK "Oblicza śmierci. Niewiarygodna historia death metalu i grindcore'a" Zastanawiałem się czy warto ją kupować mając wydaną przez KAGRĘ pierwszą edycję noszącą tytuł "Wybierając śmierć czyli niewiarygodna historia death metalu i grindcore'a" Dodam, że przeczytana kilka lat temu "Historia" autorstwa Alberta Mudriana bardzo mi się podobała. Miała kilka istotnych braków i pominięć ale jako całość czytała się świetnie. Teraz po latach otrzymujemy nowe wydanie, poszerzone o trzy rozdziały, delikatnie uzupełnione pozostałe, uaktualniona przedmowa, dołożona przedmowa Kamila Staniszka (znanego jako Maria Konopnicka ) oraz rozdział jego autorstwa z setką najbardziej istotnych płyt dla rozwoju gatunku. Ponadto jeszcze nowa okładka, nowe tłumaczenie (oba są w porządku) oraz nowy layout. I teraz tak. Jeżeli ktoś w ogóle nie miał styczności z tą książką, w sensie z jej pierwszym wydaniem, to polecam w 100%. Myślę, że każdy fan death metalu będzie w pełni usatysfakcjonowany tym w jaki sposób autor pokazuje historię gatunku. Oczywiście, że czasem bywa subiektywny, oczywiście że (zwłaszcza w pierwszym wydaniu) więcej miejsca poświęca Ameryce, ale czyta się naprawdę świetnie, zwłaszcza o tych najbardziej pionierskich death metalowych czasach. Dużo archiwalnych zdjęć, plakatów czy flyers oddaje klimat tamtych czasów. Razem z tą książką można też sobie przypomnieć płyty i zespoły po które nie sięgaliśmy od dawna. Teraz jak ktoś zapyta, a co mają zrobić ci którzy mają pierwsze wydanie? No to ja powiem generalnie brać. Zwłaszcza jak ktoś, tak jak ja, pierwsze wydanie przeczytał wiele lat temu i spokojnie mogłem już do niej powrócić. Dodatkowe rozdziały o scenie holenderskiej i fińskiej czy rozdział o reaktywacjach starych kapel świetnie uzupełniają poprzedni materiał. No i poprzednia wersja powstała w 2004 roku, od tego czasu trochę jednak się wydarzyło i to też uzupełniono. Dodam też jednak, że wizualna różnica w objętości jest nieco myląca. To nie jest też tak, że to nowe wydanie oferuje aż tyle więcej do czytania niż wcześniejsza wersja. Mamy tu większą czcionkę, większe odstępy oraz mniejszy format i grubą, twardą okładkę. ale czytanie i tak jest sporo. Poza tym papier jest nieco gorszej jakości i zdjęcia sprawiają wrażenie mniej wyraźnych. Ale to już trochę czepialstwo bo podsumowując, książkę polecam i tym co już czytali pierwsze wydanie a tym co nie czytali to już w ogóle obowiązkowo.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PHOBOCOSM - Gateway (2025)

  Noooo, mocno się nam ten rok kończy. Kanadyjczycy z Montrealu atakują właśnie czwartym albumem i dalej mają jeden cel: siać niepokój. Tak jak na poprzednim albumie, mamy cudowanie rozbudowany klimat nadciągającej apokalipsy. Nie każdy potrafi go zbudować w tak sugestywny sposób jak Phobocosm. Zresztą kanadyjskie zespoły mają jakieś duże predyspozycje do tworzenia muzyki która przynosi odwrotność ukojenia. Ten death metal nie pozostawia obojętnym. Bestialskie riffy naprawdę wchodzą do łba z pełną mocą szpikulca do lobotomii. Gitary i wokal to potęga tego albumu. Wszystko w punkt zagrane i do tego bestialskie brzmienie. Cztery zaledwie utwory, poprzerywane interludiami daje w sumie 35 minut muzyki. Przy jej intensywności to idealny czas aby utrzymać uwagę nie pozostając za bardzo sponiewieranym. Jeśli podobał Wam się poprzedni ich album "Foreordained" to sięgajcie śmiało. "Gateway" to tak naprawdę jego kontynuacja, zresztą nagrana podczas tej samej sesji. Bierzcie ...