ANTHRAX - AUTOBIOGRAFIA IANA SCOTTA
Dzisiaj
coś z literatury, ale ostrzegam w dalszej części będzie lekko
obrzydliwie....Bardzo lubię autobiografie muzyków zwłaszcza jak są tak
napisane jak autobiografia Iana Scotta z Anthrax. Naprawdę świetnie się
to czyta a Ian nie pokazuje się tylko jako wesoła gwiazda metalu z New
York. Szczerze snuje opowieść o swoim życiu, o chwilach wesołych ale też
i o tych pełnych goryczy. Nie stroni też o pisaniu o popełnionych
błędach, i tych których bardzo żałuje oraz tych które tłumaczy np.
młodością i żałuje jakby mniej. Sporo ciekawostek z tras, miejsc prób,
studiów nagraniowych, dużo śmiesznych historyjek...Tylko zastanawia mnie
jedno, czytałem już wiele książek "muzycznych" i narzuca się jedno
pytanie. Co oni w Stanach mają z tą kupą? Zawsze są historie o robieniu
kawałów z kupą, europejskie kapele aż tak z tym problemów nie
mają...Glen Benton potrafił narobić na talerz, wbić w kupę mały żagiel
na patyku i udawać że to stateczek, po czym jeszcze chował do
lodówki.... W książce opowiadającej o życiu w trasie "Piekło na ziemi"
też jest sporo historii na ten temat. Np. już nie pamiętam która kapela
potrafiła nafajdać do nightlinera drugiej, oczywiście w miejscu mało
dostępnym. Smród po kilku dniach straszny na cały autokar ale ciężko
winowajce znaleźć... A Ian Scott takich historii też nam nie oszczędza.
Jedna z nich opowiada o tym, jak to dla wyrafinowanego kawału, robili
kupę u kogoś do kosza na śmieci, zalewali to gorąca wodą, włączali klimę
na maxa i cieszyli się ze smrodu jaki zaraz panował w pokoju... Sporo
gównianych opowiastek miał również w biografii Faith No More szalony
Mike Patton...Sam nie wiem śmiać się czy płakać, ale chyba pozostaje
śmiać...No nic wracając do meritum, wielkim fanem Anthraxu nigdy nie
byłem, ale przy okazji czytania przypomniałem sobie ich dyskografię i
mam trzy wnioski. Nadal moja ulubiona płyta Anthrax to debiut "Fistful
of metal". Wolę wokal Busha niż Belladonny. "Stomp 442" dzisiaj mi
bardzie pasuje niż jak ukazała się w 1995 roku. A i jeszcze jedno, jakoś
"I'm the man" śmieszy mniej niż na kasecie sprzed 30 lat, chociaż to
dalej fajny kawałek. Na koniec serdecznie polecam wam tę pozycję,
zwłaszcza że 400 stron fajnego czytania można obecnie dostać za bardzo
śmieszne 8 złoty!!!
Komentarze
Prześlij komentarz