SARMAT - "RS-28"
Łooo Panie najsłodszy, co tu się odjebało, no ale po kolei...
Sarmat mianowicie nie bierze jeńców. Sarmat nie zna litości. Ale to nic
dziwnego skoro nazwa kapeli wraz z tytułem albumu oznacza rosyjski
międzykontynentalny pocisk balistyczny. I tyle zostaje w głowie po
odsłuchu tego albumu co po jebnięciu tegoż pocisku, totalny rozpierdol.
No a tak żeby sensowniej to wspomnę iż "RS-28" to debiutancki CD
polskiej kapeli Sarmat. Debiutancki ale nie przez debiutantów stworzony,
ta ekipa z niejednego metalowego kotła już czerpała. Mamy tu intensywną
i wybuchową mieszankę death i black metalu, bazującą na klasycznych
brzmieniach ale podanych w dosyć nowoczesny sposób. Przy czym
nowoczesny nie w sensie, że trzeba w nazwie stylu zespołu umieszczać
jakieś post, core czy inne tam mądre słowa. Nowoczesny w takim sensie że
zachowując szacunek do klasycznych kanonów gatunku zespół wie że żyje i
nagrywa w 2021 roku. Album otwiera potężny cios "Coldgrinder", ależ to
brzmi! Co za genialny utwór, od razu uwagę zwraca zajebista produkcja,
praca gitar, no i świetny wokal, który pomimo zachowania brutalności
jest dosyć wyraźny. O perkusji też nie można zapomnieć, tu również mamy
naprawdę wysoki poziom. Następny kawałek "Evilution" jest co najmniej
intrygujący. Wstęp pełen niepokoju i grozy zostaje przerwany wybuchem
Sarmata. Zresztą to odczucie niepokoju będzie nam towarzyszyć w dużej
części albumu, to taki specyficzny klimat który też ma wiele fragmentów
ostatniego Immolation. Nie chcę się nadmiernie rozpisywać ale dalej
album trzyma poziom do samego końca, dziwne, że taką pozycję zespół
musiał wydać sam, ponoć chętnych nie było...No to ja się chyba jednak w
takim razie nie znam. Może i tak jest ale ja Wam szczerze polecam.
Zaprawdę więc powiadam Wam, bierzcie i słuchajcie tego wszyscy bo taki
METAL to ja lubię! Wspierajcie takie kapele bo warto...
Komentarze
Prześlij komentarz