Przejdź do głównej zawartości

QRIXKUOR - Poison Palinopsia

     
    Jestem pod naprawdę wielkim wrażeniem tego albumu i z pewnością to jedna z najlepszych płyt tego roku. Po długim okresie oczekiwania QRIXKUOR w końcu wydał debiutanckiego pełniaka i naprawdę warto było czekać. Warto było bo "Poison Palinopsia" to album trącący geniuszem. Bo tylko geniusz potrafi na pozór chaotyczne dźwięki poskładać w swego rodzaju smolistą death symfonię... QRIXKUOR to obecnie załoga pochodząca z całkowicie różnych części naszej planety a mianowicie z Anglii i Nowej Zelandii. Formalnie zespół istnieje już prawie 10 lat, pierwsze demo wyrzucili w 2014 i dopiero teraz udało się z LP. Będący głównym sprawcą tego projektu, gitarzysta i wokalista ukrywający się za literką S. to osoba wykształcona muzycznie. Wszelkie znajdujące się na albumie fragmenty z wykorzystaniem klasycznych instrumentów są jego autorstwa i nagrane przez profesjonalnych muzyków. I jest to świetne wytchnienie i kontrast dla tego co się na tym albumie dzieje. A dzieje się naprawdę sporo, pomimo, iż na album składają się tylko dwa utwory trwające prawie 50 minut. Nudy nie ma choćby przez chwilę. To muza złożona i intensywna. To wręcz kopalnia prawdziwe infernalnych riffów podanych w dusznej atmosferze. Album wymaga jednak od nas uważnego słuchania ale odwdzięczy się nam przeniesieniem do innego wymiaru, pozwoli nam dotknąć prawdziwego mroku i otchłani. Brudne, bluźniercze wokale dodają całości jeszcze więcej złowrogiego klimatu. Perkusja brzmi potężnie i absolutnie na najwyższym poziomie. Nie podlega dyskusji. Muzyczna wizja Qrixkuor jest chora. Momentami wręcz psychodeliczna, ale również głęboka i przenikliwa. Jednocześnie odrzucająca i przyciągająca. Uważaj bo jak nie zdołasz uciec to świat Qrixkuor pochłonie cię na zawsze...Genialny album...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

BEYOND MORTAL DREAMS - Devastation Hymns (EP 2025)

  Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę