Przejdź do głównej zawartości

recenzja DEVILPRIEST - "In Repugnant Adoration" (2022)



To niemożliwe żeby, jak niektórzy twierdzą, na chmurce siedział dobrotliwy ale dosyć mściwy dziadzia z brodą i patrzył ze spokojem na to, co się dzieje w polskim, katolickim, jego narodzie wybranym. Kraju w którym mamy obwołanego króla i królową dziewicę matkę jego. Bo jak to możliwe, że na tak świętej ziemi powstają raz po raz, znakomite death i black metalowe bluźnierstwa. Diabelski ksiądz doskonale wpisuje się w ten zajebisty trend. Trend wydawania w Polsce wybornych metalowych albumów. "In repugnant adoration" to drugi album kapeli złożonej z bardzo doświadczonych i zasłużonych dla polskiej sceny podziemnej załogantów. Album który spełnia całkowicie oczekiwania fanów kochających death metal z lat 90-tych. Klasyczny ale z diabelskim black posmaczkiem. Z szacunkiem dla ojców założycieli florydzkiej sceny, ale z naszym rodzimym sznytem i smakiem. Mocne i przemyślane riffy, napędzający i wyrywający się do przodu bas, kurewsko dobrze brzmiące bębny i adekwatny spajający wszystko w jedną całość wokal. To główne cechy tego albumu. Dojrzały, przemyślany, bez niepotrzebnych dźwięków i riffów. Do tego perfekcyjny dźwięk zmiksowany i zmasterowany w Satanic Audio. Jednocześnie czysty i brudny, pociągający i odpychający, porządek i chaos. Już otwierający kawałek wprowadza nas kapitalnie w nastrój tej płyty. I trzyma cały czas. I wielbmy a.d. 2022. Dostaliśmy kolejny fantastyczny death metalowy album. I to z czarną polewką.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PHOBOCOSM - Gateway (2025)

  Noooo, mocno się nam ten rok kończy. Kanadyjczycy z Montrealu atakują właśnie czwartym albumem i dalej mają jeden cel: siać niepokój. Tak jak na poprzednim albumie, mamy cudowanie rozbudowany klimat nadciągającej apokalipsy. Nie każdy potrafi go zbudować w tak sugestywny sposób jak Phobocosm. Zresztą kanadyjskie zespoły mają jakieś duże predyspozycje do tworzenia muzyki która przynosi odwrotność ukojenia. Ten death metal nie pozostawia obojętnym. Bestialskie riffy naprawdę wchodzą do łba z pełną mocą szpikulca do lobotomii. Gitary i wokal to potęga tego albumu. Wszystko w punkt zagrane i do tego bestialskie brzmienie. Cztery zaledwie utwory, poprzerywane interludiami daje w sumie 35 minut muzyki. Przy jej intensywności to idealny czas aby utrzymać uwagę nie pozostając za bardzo sponiewieranym. Jeśli podobał Wam się poprzedni ich album "Foreordained" to sięgajcie śmiało. "Gateway" to tak naprawdę jego kontynuacja, zresztą nagrana podczas tej samej sesji. Bierzcie ...