To niemożliwe żeby, jak niektórzy twierdzą, na chmurce siedział dobrotliwy ale dosyć mściwy dziadzia z brodą i patrzył ze spokojem na to, co się dzieje w polskim, katolickim, jego narodzie wybranym. Kraju w którym mamy obwołanego króla i królową dziewicę matkę jego. Bo jak to możliwe, że na tak świętej ziemi powstają raz po raz, znakomite death i black metalowe bluźnierstwa. Diabelski ksiądz doskonale wpisuje się w ten zajebisty trend. Trend wydawania w Polsce wybornych metalowych albumów. "In repugnant adoration" to drugi album kapeli złożonej z bardzo doświadczonych i zasłużonych dla polskiej sceny podziemnej załogantów. Album który spełnia całkowicie oczekiwania fanów kochających death metal z lat 90-tych. Klasyczny ale z diabelskim black posmaczkiem. Z szacunkiem dla ojców założycieli florydzkiej sceny, ale z naszym rodzimym sznytem i smakiem. Mocne i przemyślane riffy, napędzający i wyrywający się do przodu bas, kurewsko dobrze brzmiące bębny i adekwatny spajający wszystko w jedną całość wokal. To główne cechy tego albumu. Dojrzały, przemyślany, bez niepotrzebnych dźwięków i riffów. Do tego perfekcyjny dźwięk zmiksowany i zmasterowany w Satanic Audio. Jednocześnie czysty i brudny, pociągający i odpychający, porządek i chaos. Już otwierający kawałek wprowadza nas kapitalnie w nastrój tej płyty. I trzyma cały czas. I wielbmy a.d. 2022. Dostaliśmy kolejny fantastyczny death metalowy album. I to z czarną polewką.
Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...
Komentarze
Prześlij komentarz