Przejdź do głównej zawartości

Recenzja: INNUMERABLE FORMS - "Philosphic collapse" (2022)


 

W Bostonie w stanie Massachusetts, gdzie kiedyś urzędował Mariusz Max Kolonko, dziś ma siedzibę Innumerable Forms i we wrześniu wydali nową płytę. Ten kiedyś solowy projekt a od kilku lat pełnoprawny zespół wydał na świat prawdziwego potwora. Musicie się z nim zapoznać i gwarantuję. Nikt nie przejdzie koło tego albumu obojętnie. Zaczyna się prostym, bestialskim death metalowym riffem, uczucie jakby napierdalało w nas jednocześnie setki noży więc nie ma szans ucieczki przed przeznaczeniem. Kiedy wydaje się, że nie ma dla nas ratunku, zespół zwalnia. I zwalnia coraz mocniej. I kiedy pojawia się nadzieja na ratunek, na jakąś pomocną dłoń, to Innumerable Forms zwalnia tak, że prawie się zatrzymuje i całkowicie nas miażdży. Okrutny ciężar, niczym figura jebitnego świebodzińskiego Dżizasa przygniata nas i nie pozwala złapać tchu. To jest muzyka czy jakaś masochistyczna tortura, ktoś może zapytać. I to i to. Bo to album pełny sprzecznych emocji, często negatywnych. Niby chcesz uciekać a jednak zostajesz i chcesz jeszcze. Ciężko się oderwać od tej muzy. Od tych mocarnych, często harmonicznych gitar, grobowego, przerażającego wokalu, wydłużonych nut i posępnej aury. No po prostu zajebisty death/doomowy metal. Naprawdę. Polecam gorąco.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PHOBOCOSM - Gateway (2025)

  Noooo, mocno się nam ten rok kończy. Kanadyjczycy z Montrealu atakują właśnie czwartym albumem i dalej mają jeden cel: siać niepokój. Tak jak na poprzednim albumie, mamy cudowanie rozbudowany klimat nadciągającej apokalipsy. Nie każdy potrafi go zbudować w tak sugestywny sposób jak Phobocosm. Zresztą kanadyjskie zespoły mają jakieś duże predyspozycje do tworzenia muzyki która przynosi odwrotność ukojenia. Ten death metal nie pozostawia obojętnym. Bestialskie riffy naprawdę wchodzą do łba z pełną mocą szpikulca do lobotomii. Gitary i wokal to potęga tego albumu. Wszystko w punkt zagrane i do tego bestialskie brzmienie. Cztery zaledwie utwory, poprzerywane interludiami daje w sumie 35 minut muzyki. Przy jej intensywności to idealny czas aby utrzymać uwagę nie pozostając za bardzo sponiewieranym. Jeśli podobał Wam się poprzedni ich album "Foreordained" to sięgajcie śmiało. "Gateway" to tak naprawdę jego kontynuacja, zresztą nagrana podczas tej samej sesji. Bierzcie ...