W Bostonie w stanie Massachusetts, gdzie kiedyś urzędował Mariusz Max Kolonko, dziś ma siedzibę Innumerable Forms i we wrześniu wydali nową płytę. Ten kiedyś solowy projekt a od kilku lat pełnoprawny zespół wydał na świat prawdziwego potwora. Musicie się z nim zapoznać i gwarantuję. Nikt nie przejdzie koło tego albumu obojętnie. Zaczyna się prostym, bestialskim death metalowym riffem, uczucie jakby napierdalało w nas jednocześnie setki noży więc nie ma szans ucieczki przed przeznaczeniem. Kiedy wydaje się, że nie ma dla nas ratunku, zespół zwalnia. I zwalnia coraz mocniej. I kiedy pojawia się nadzieja na ratunek, na jakąś pomocną dłoń, to Innumerable Forms zwalnia tak, że prawie się zatrzymuje i całkowicie nas miażdży. Okrutny ciężar, niczym figura jebitnego świebodzińskiego Dżizasa przygniata nas i nie pozwala złapać tchu. To jest muzyka czy jakaś masochistyczna tortura, ktoś może zapytać. I to i to. Bo to album pełny sprzecznych emocji, często negatywnych. Niby chcesz uciekać a jednak zostajesz i chcesz jeszcze. Ciężko się oderwać od tej muzy. Od tych mocarnych, często harmonicznych gitar, grobowego, przerażającego wokalu, wydłużonych nut i posępnej aury. No po prostu zajebisty death/doomowy metal. Naprawdę. Polecam gorąco.
Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

Komentarze
Prześlij komentarz