SAMMATH - Grebbeberg (2023)

 



Tej grającej black metal holenderskiej kapeli przytrafiła się rzecz niezwykła. Po trzydziestu latach istnienia nagrali swój najlepszy album w karierze. Ja nie mam wątpliwości. Żadnych. Siódmy album ekipy dowodzonej przez Jana Kruitwagena to ich autentyczny creme de la creme. Album w szczególności jest prawdziwą gratką dla fanów wojennej odmiany metalu. Album opowiada m.in. o Bitwie o Grebbeberg, która była jedną z decydujących o przebiegu najazdu nazistów na Holandię. Zginął w niej krewny Jana i w ten sposób oddaje mu hołd. Pozostałe utwory opowiadają o innych epizodach niemieckiej inwazji. Album jest pełen piekielnej furii, wojnę i bestialstwo czuć od pierwszych dźwięków. Do tego nieludzkie, udręczone krzyki Jana. Odgłosy nurkujących stukasów czy spadających bomb wzmacniają i tak już pełen grozy przekaz. Intensywna dzika przemoc, terror i strach. Ta atmosfera towarzyszy nam cały czas. Jest to naprawdę też kapitalnie zagrane. Gitary wyjątkowe, przemyślane, pięknie tremolujące. Ultraszybka dewastacja na perkusji, no ludzie, coś pięknego. W środku płyty robi się chyba najciekawiej, bo dochodzą jeszcze naprawdę fascynujące i opętane a jednocześnie podniosłe melodie. Posłuchajcie takiego "Crushed, Shattered and Desroyed" albo "Last Gasp of the Dying", ciężko się od nich oderwać. Przy takiej muzyce porówniania do Marduka nasuwają się same. Ale to byłoby duże uproszczenie. Sammath ma obecnie swój niepowtarzalny styl i to do nich należy porównywać innych. Mi taka muza robi. Polecam w 100%. Ognia!

Komentarze

Popularne posty