Przejdź do głównej zawartości

DAVE MUSTAINE, JOEL SELVIN - "Megadeth. Nieznana historia powstania legendarnej płyty Rust In Peace"

 



No cóż, z pewnością nie każdy jest fanem Rudego wokalisty ale nie sposób mu odmówić, że kilka istotnych rzeczy dla historii metalu to on stworzył lub współtworzył. Z pewnością jedną z takich rzeczy jest czwarty album Megadeth Rust In Peace. Czy to ich najlepsze dzieło? Zapewne zdanie są podzielone ale nie można negować obiektywnego faktu, że ta płyta zdecydowanie odbiła się
szerokim echem w całym metalowym świecie. Jako że ciekawią mnie wszelkie muzyczne historie, zwłaszcza opowiadane z tak zwanej pierwszej ręki, z ciekawością sięgnąłem po pozycję będącej opowieścią samych zainteresowanych na temat okoliczności powstawania albumu. A te nie były łatwe, głównie przez trwanie w heroinowo-kokainowym ciągu przez Mustaine'a i Ellefsona. Książka jest napisana w formie logicznie ułożonych wypowiedzi, głównie oczywiście tych przed chwilą wspomnianych panów D. Sporo też jednak pozostałych zainteresowanych, jest Marty, Nick, menedżerowie, realizatorzy, producenci i tak naprawdę bardzo szybko i ciekawie się to czyta. Opowieści płynnie przechodzą od jednej do drugiej, próby walki z nałogiem, odwyki, jamowanie ze Slashem, zmiany w składzie, komponowanie i nagrywanie płyty, trasy, koncerty czy nawet ślub Mustaine'a. Czcionka dosyć spora, treść ciekawa więc czyta się bardzo szybko, do tego trochę zdjęć i stylowa okładeczka z Davem. Podsumowując. Fajna książka z dobrym tłumaczeniem. Często rzuca się w oczy, że niektóre rzeczy członkowie zespołu pamiętają inaczej ale biorąc pod uwagę upływ czasu i stan psychofizyczny niektórych z nich to nie ma się co dziwić w sumie. No nic ja Wam tę lekturę w każdym bądź razie polecam, zwłaszcza, że obecnie można ją znaleźć w bardzo korzystnych cenach.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

BEYOND MORTAL DREAMS - Devastation Hymns (EP 2025)

  Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę