TESTAMENT - Para Bellum (2025)

 Na czternasty już album amerykańskich weteranów nie czekałem z wielkimi wypiekami na twarzy. To znaczy ja ich naprawdę lubię i szanuję ale nigdy to nie był top moich ulubionych kapel. No i teraz mam się z pyszna bo Testament rąbneli jeden ze swoich lepszych albumów w karierze, jak dla mnie oczywiście. Już słuchając otwierającego album "For the love of pain" to normalnie mam ciary. Jakie potężne i precyzyjne riffy, jakie tempo i jaki pełen pasji i agresji wokal Chucka. A jak zwolnią i przywalą ładnie basem to już w ogóle morda mi się cieszy. Petarda. Potem emocje wcale nie maleją. Testament gra na tym albumie tak różnorodnie, że nigdy nie wiesz w którą stronę pójdą. Czy tą bardziej agresywną jak w tytułowym "Para Bellum' czy bardziej klasycznie thrash metalową a przy tym melodyjną jak w "Witch Hunt" czy "Room 117". W każdej z tych form Testament ma wiele do zaoferowania kipiąc wręcz ilością pomysłów, riffów i niebanalnych melodii. Mamy nawet balladę. Kręciłem najpierw trochę nosem, że trochę za słodko, ale po kilku odsłuchach wlazła mi do głowy i przeszkadzała usnąć. Naprawdę to co wyprawia na tej płycie Chuck Billy to wokalna maestria. Krzyk, growl, śpiew. Wszystko potrafi. Mistrz. A ma chłop 63 lata a jest coraz bardziej mocny i dziki. Gdzieś, ktoś napisał, że Testament nagrał bezpieczny album. Szanując każdą opinię twierdzę jednak, że nie posłuchał dobrze. Można ich lubić albo nie, ale bezpieczny? Bezpiecznie to gra Kreator te swoje pitu pitu melodyjki. A tu jest moc i siła w każdej sekundzie. Testament choć się nie spodziewałem nagrał jedną z lepszych płyt tego roku. Szacun dla nich wielki, że wciąż potrafią grać mocną i coraz mocniejszą muzę. Wielu przestało...


Komentarze

Popularne posty