Cóż tu mamy...hiszpański zespół power metalowy istniejący od lat 90-tych, dodam od razu, że wcześniej nigdy w łapy mi nie wpadli. Po przesłuchaniu tej płyty z pewnością stwierdzam, iż żałować nie mam czego i po wcześniejsze ich dzieła na pewno nie sięgnę. Początek jeszcze obiecujący, choć typowy dla tego rodzaju muzyki. Pompatyczny pierwszy utwór, nasycony chwytliwymi melodiami, jeszcze jakoś się broni. Potem jest coraz gorzej i gorzej, i gdy wydaje się, że gorzej już nie będzie to bach- jest gorzej. Dobijają nas ckliwe dźwięki, chęć zrobienia na siłę epickiego dzieła zrobiła z tego albumu karykaturę metalu. Nie wspomnę o balladzie której nie powstydziłby się Bon Jovi. Strata czasu, nie polecam.
Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...
Komentarze
Prześlij komentarz