SLAYER - Decade of aggression (1991)
To kolejna płyta która miała na mnie olbrzymi wpływ. Dwupłytowe, koncertowe wydawnictwo grupy Slayer wręcz hipnotyzowało niesamowicie przejrzystym brzmieniem, na tamte czasy to była naprawdę wielka rzecz. Płyta ukazała się, kiedy grupa miała już w dorobku 5 płyt studyjnych i była prawdziwą metalową gwiazdą. Płyta ta kręci się w moim odtwarzaczu do dzisiaj i jest świadectwem niesamowitej siły przekazu Slayera. Wykrzyczane przez Arayę słowa wkręcają się w uszy a mózg piłują niesamowite riffy i szaleńcze solówki. Tu nie ma przypadkowych dźwięków, wszystko jest przemyślne, w efekcie publiczność zostaje zbombardowana. Nawiasem mówiąc atmosfera, klimat są kapitalne.Na początek po krótkim intro atakuje niezrównany Hell Awaits, potem jad sączy The Antichrist, War Ensemble, South Of Heaven i Raining Blood, ale zestaw, prawda? Do końca pierwszej płyty poziom jest genialny. Druga płyta prezentuje się troszkę słabiej, gdyż zawiera nagrania z różnych koncertów i troszkę ten niesamowity klimat zanika. Podsumowując, genialna płyta koncertowa, podsumowująca najlepszy okres zespołu. Szkoda tylko, że nie zobaczymy już tej kapeli w składzie z Jeffem Hannemanem - niech spoczywa w pokoju. Gitarzysta i kompozytor był to wielki.
Ocena 10.
Ocena 10.
Komentarze
Prześlij komentarz