Przejdź do głównej zawartości

Rotting Christ - Kata Ton Daimona Eaytoy ( 2013).

To już 20 lat od kiedy Rotting Christ wydał debiutancki, niezapomniany album "Thy Mighty Contract". Byłem wówczas pod dużym wrażeniem proponowanego przez Greków black metalu, jakże innego  norweskich propozycji z tego okresu. Aktualnie zespół brzmi całkowicie inaczej, ale trudno wymagać, aby po tylu latach, mając cztery dyszki na karku Sakis komponował ciągle taką samą muzykę. Ale spokojnie, duch zespołu jest cały czas obecny i nowa płyta to naprawdę kawał wyśmienitej muzy. Grecy zapraszają nas w pełną mroku podróż po świecie greckich mitów, demonów i duchów. Precyzyjne brzmienie to nie nowość w przypadku tej kapeli, ale w tym wypadku produkcja jest najwyższym poziomie. Całość jest przepełniona mistyczną atmosferą, z momentami pełnymi patosu i antycznych chórów. Od razu jednak zaznaczę, że nie doszło do przeładowania tymi ubarwieniami, co spowodowałoby sztuczność i przesyt. Mroczny klimat jest obecny już od pierwszego utworu "In Yumen- Xibalba" gdzie mamy do czynienia z diabolicznym zawodzeniem Sakisa w refrenach i wściekłym krzykiem pomiędzy nimi. Prawdziwe perełki, które dosłownie wwiercają się w nasz umysł i nie chcą z niego długo wyjść to "Grandis Spiritus Diavolos" oraz następujący po nim utwór tytułowy. Bije z nich nieopisana moc i pogański klimat. Dalej zaskakuje nas interpretacja rumuńskiej pieśni ludowej, najpierw żałosne zawodzenie wokalistki, później gitarowy patos wylewa się z głośników, a do wokalistki przyłącza się Sakis. To jeszcze nie koniec niespodzianek, mamy też utwór zaśpiewany po rosyjsku Rusałka, ten to dopiero rozwala czaszki. Płyta mija bardzo szybko, nie nuży w żadnym momencie i jest mocnym punktem w dyskografii RCh. Należy mieć jednak świadomość, że jak ktoś do tej pory nie czaił tego klimatu i tej kapeli, to ta płyta tego nie zmieni, gdyż jest ona generalnie podobna do ostatnich dokonań zespołu. Ja jestem jednak ich fanem od pierwszej, wspomnianej wcześniej płyty i łykam większość rzeczy które nagrają. W każdym razie płytę  polecam gorąco.
Ocena - 9.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PUTRIDITY - Morbid Ataraxia (2025)

  Myślę że fanom brutalnych dźwięków specjalnie tej nazwy nie muszę przedstawiać ale dla tych co nie znają garść podstawowych informacji. Putridity to początkowo projekt jednoosobowy zmajstrowany przez gitarzystę Andrea Aimone. Demówki trzaskał jeszcze sam ale już debiutancki album z 2007 roku pt. "Mental Prolapse Induces Necrophilism" nagrał już z pełną załogą. Od poprzedniego albumu minęło już 10 lat ale dwa lata temu po ogarnięciu nowego składu dostaliśmy epkę "Greedy Gory Gluttony". Teraz dostajemy nowy, a w sumie dopiero czwarty, album włoskiej ekipy. Do rzeczy zapewne powiecie, jak muza? Otóż moi drodzy to kosa niesamowita. Jednocześnie piękny i obleśny, odpychający i przyciągający, przeklęty i błogosławiony a jednym słowem mówiąc łomot. Co za natężenie piekielnych dźwięków, gitarowa brutal death metalowa chłosta w każdej sekundzie, ekstremalna soniczna nawałnica. Nie sposób docenić niesamowitej pracy perkusji która przy całym szaleństwie wali z niesamowitą pr...