Przejdź do głównej zawartości

Iron Maiden - Rock in Rio DVD.

Dzisiaj kilka słów o koncertowym DVD legendy heavy metalu czyli Iron Maiden. Koncert został nagrany w 2001 roku w czasie festiwalu Rock in Rio a widownię stanowiło 250 tysięcy fanów!!! Zespół trasą New World Tour promował wydaną właśnie płytę Brave New World, pierwszą po powrocie do grupy Bruca Dickinsona i Adriana Smitha. Od razu powiem, że koncert jest genialny. Widać i słychać niesamowitą radość z ponownego grania razem, energia jaką tryskają Ironi przechodzi na oglądającego a potężny klimat tworzą brazylijscy fani. Nie wiem skąd Bruce ma tyle siły żeby pokonywać kilometry na scenie i przy tym wszystkim tak zajebiście śpiewać. Na scenie szaleje też Gers, nie ustępują mu Harris i Murray, nawet bardziej statyczny od nich Smith daje się ponieść entuzjazmowi. Nicko na perkusji przechodzi sam siebie i widać, że gra cieszy go jak nigdy wcześniej. To pierwsza trasa, kiedy na scenie Ironi mają aż 3 gitarzystów i widać, że sobie nie przeszkadzają i są niesamowicie zgrani. Na koncercie znalazło się aż 6 utworów z promowanej płyty i wcale nie jest to wada, gdyż te utwory są po prostu znakomite, zagrane z wielką mocą i co istotne, świetnie przyjęte przez publikę. Oczywiście nie zabrakło kilku klasyków np. Run to the hills, The Trooper ale największe wrażenie robi Fear of the dark, normalnie ciary na całym ciele. Koncert ze względu na opóźnienia zaczął się chyba przed drugą w nocy ale nikt nie wyglądał na sennego :). Koncert fajnie nakręcony, super zmontowany a jakość dźwięku w DTS jest najwyższej jakości. Na drugiej płycie ciekawe ujęcia z czasu wolnego zespołu, z przygotowań do koncertu i sporo zdjęć. Kupujcie jak nie macie bo Ironi w genialnej formie a to DVD można teraz znaleźć bardzo tanio.
Ocena 10.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PUTRIDITY - Morbid Ataraxia (2025)

  Myślę że fanom brutalnych dźwięków specjalnie tej nazwy nie muszę przedstawiać ale dla tych co nie znają garść podstawowych informacji. Putridity to początkowo projekt jednoosobowy zmajstrowany przez gitarzystę Andrea Aimone. Demówki trzaskał jeszcze sam ale już debiutancki album z 2007 roku pt. "Mental Prolapse Induces Necrophilism" nagrał już z pełną załogą. Od poprzedniego albumu minęło już 10 lat ale dwa lata temu po ogarnięciu nowego składu dostaliśmy epkę "Greedy Gory Gluttony". Teraz dostajemy nowy, a w sumie dopiero czwarty, album włoskiej ekipy. Do rzeczy zapewne powiecie, jak muza? Otóż moi drodzy to kosa niesamowita. Jednocześnie piękny i obleśny, odpychający i przyciągający, przeklęty i błogosławiony a jednym słowem mówiąc łomot. Co za natężenie piekielnych dźwięków, gitarowa brutal death metalowa chłosta w każdej sekundzie, ekstremalna soniczna nawałnica. Nie sposób docenić niesamowitej pracy perkusji która przy całym szaleństwie wali z niesamowitą pr...