Marduk - Frontschwein
Jakoś nigdy nie byłem wielkim fanem tej szwedzkiej black metalowej hordy. Nie to żebym coś do nich miał, po prostu nie da się słuchać i lubić wszystkiego. Od czasu do czasu wpadały mi w łapy ich płyty ale nigdy nie spowodowały trwałego uwielbienia. Z tą płytą jest inaczej. Słuchając jej czułem, że jestem mocno bity pięścią po twarzy, a potem jeszcze skopany po ryju...hehe. Już otwierający płytę utwór tytułowy naprawdę dewastuje niczym bomba wodorowa. Jad, agresja, wściekłość wylewa się z głośników w każdej sekundzie. Dodajmy w dopracowanej i przemyślanej sekundzie. I co istotne, pojawia się nienachalna melodyka i kilka naprawdę zajebistych riffów. Dalej jest podobnie, huragan dźwiękowy atakuje z niszczycielskim natężeniem. Posłuchajcie z uwagą kawałka o Kraju Warty (Wartheland) - jest po prostu genialny, stałem i darłem ryja razem z wokalistą. Właśnie to co wyprawia Mortuus to jest autentyczna, pierwotna dzikość, ciary, proszę państwa, ciary! Posłuchajcie też piekielnego i zaskakującego Nebelwerfer, epickiego 503 i całej reszty. Zauważyć też należy produkcję i brzmienie powodujące, że obcujemy z naprawdę godną zapamiętania płytą. Poleca
Ocena - 9
Ocena - 9
Komentarze
Prześlij komentarz