Vader-Tibi et Igni(2015)
Wracam po długiej przerwie i ruszam do nadrabiania zaległości. Najpierw nasza rodzima legenda czyli statek generała Petera - Vader. Czekałem na to wydawnictwo z niepokojem, ostatnie płyty zalatywały jakimś takim marazmem. Oczywiście zawsze było słychać, że to pierwsza deathliga, ale czegoś było brak, może magii, może entuzjazmu, może świeżości, nie wiem sam, a może marudzę? Ta płyta od pierwszego odsłuchu mnie powaliła, zaczyna się mocno, szybko, wściekle - pierwsze dwa utwory to thrash/death metalowa jazda bez trzymanki. Niesłychanie wręcz zabójczo brzmi perkusja, czuć, że uderzana jest z całą mocą, czuć siłę i emocje. Potem nieco zwalniamy, a przy utworze Hexenkessel robi się zaskaująco, mrok i melodia urzekają niemal od razu. Dalej mamy wspaniały klasyczny do bólu Abandon All Hope, niszczący Worms of Eden a na końcu totalna niespodzianka w postaci finałowego The End, gdzie Peter niemal recytuje, a perkusyjne przejścia wbijają się w mózg i nie wychodzą z niego długi czas. Polecam płytę bez najmniejszych wahań, to najlepsze dzieło Petera od czasów Black to the Blind. Kto jeszcze nie kupił niech nie zwleka.
Ocena - 10.
Ocena - 10.
Komentarze
Prześlij komentarz