Iron Maiden - The Book of Souls
Z jaką wielką niecierpliwością czekałem na ten album...Rozpakowywaniu płyty towarzyszyła nadzieja i niepokój, czy dadzą radę, czy będzie to album do którego będę często wracał czy będzie miał to nieuchwytne coś? Wiadomo, poprzednia produkcja The Final Frontier była albumem po prostu przeciętnym, niegodnym tak naprawdę ikony heavy metalu. Minęło pięć długich lat i oto pojawił się w końcu następca, na dodatek po raz pierwszy mamy wydawnictwo mieszczące się na dwóch płytach. Tutaj pojawiły się kolejne wątpliwości, czy aby nie znuży? Odpowiedź w wypadku tej płyty może być tylko jedna, nie tylko nie nuży ale żal, że nie jest jeszcze dłuższa. Od pierwszego utworu słychać, że Maideni są w wybornej formie. If eternity Should Fail znakomicie otwiera album, jest energicznie, gitary tną aż miło, a Bruce śpiewa jak za najlepszych lat. Kolejny utwór to klasyczny Maiden, ale to Speed of Light jakoś nie do końca mi przypadło do gustu. Może dlatego, że pozostałe utworu to arcydzieła, a najmocniejsze punkty to Shadows of the Valley, Tears Of a Clown i Empire of the Clouds. Ten ostatni utwór zadziwia, ten muzyczny pasaż autorstwa Dickinsona zachwyca atmosferą, melodią oraz epickim charakterem. Dodam, że Dickinson gra na pianinie, niespotykane. Płyta jest naprawdę zachwycającą, jej wartością niepodważalną jest jej odkrywanie z każdym kolejnym przesłuchaniem, czekam mi się znudzi nie widać na razie na to szans. Brzmienie jest mocne i przejrzyste, nie tak dziwnie sztuczne jak na The Final Frontier. Płyta jest pełna melodii i przestrzennych kompozycji. Oczywiście podejrzewam, że sporo będzie zawiedzionych oczekujących płyty w stylu Piece of Mind, ale ludzie, nie te lata, nie ten wiek. Nie można ciągle grać tak samo, no chyba, że nazywasz się Lemmy. Dla mnie płyta genialna, najlepsza od czasów Brave New World.
Ocena - 10
Ocena - 10
Komentarze
Prześlij komentarz