Przejdź do głównej zawartości

ACID DRINKERS - "ARE YOU A REBEL"


Dacie wiarę że minęło już 30 lat do debiutanckiego albumu ACID DRINKERS? "Are you a rebel" Titusa i spółki to było jeden z pierwszych CD jakie zakupiłem. Na kasetach miałem już "Dirty" oraz "Striptease", a chyba też i "Vile Vicious Vision" i tak gdzieś koło 95 roku wszedłem w posiadanie wspomnianego cedeka. Acidzi to dla mnie było takie wytchnienie od wszystkich złych i srogich deathów i blacków (które uwielbiałem i uwielbiam), taka muza bez zobowiązań, jeden z pierwszych zespołów podchodzących do metalu w jajcarski sposób (na pewno kojarzę jeszcze z tamtych czasów Smirnoff). Acidów za ten luz bardzo ceniłem, ale też za świetne kompozycje,zajebisty wokal Titusa, zajebista okładkę, no i jak na debiut ogólną sprawność techniczną. Nie można też nie doceniać koncertowego wcielenia kwasożłopów, to istne demony sceniczne. W pierwszej połowie lat 90-tych byłem na ich koncertach ze 4 razy i zawsze na scenie odbywało się totalne szaleństwo. Jak to mówił Titus "grunt to dobrze dynią trząchać", no i trząchali na maxa. Wracając do płytki to zawiera ona niemalże same hity i Acidowe klasyki: „Barmy Army”, „I F... The Violence (I'm Sure I'm Right)”, „I Mean Acid / Do Ya Like It ?” czy jajcarski do bólu „Woman With The Dirty Feet” Dla kronikarskiego obowiązku dodam tylko, że w 1990 roku płyta ukazała się na zachodzie a dopiero w kolejnym roku w Polsce. Jak wiemy zachodu ACID DRINKERS nie podbili, ale kraj jak najbardziej. Choć oczywiście najlepszą płytą Acidów jest dla mnie bezsprzecznie wydany w 1994 roku "Infernal Connection", ale o tym kiedy indziej...

 https://www.facebook.com/RGzgredmetal

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PUTRIDITY - Morbid Ataraxia (2025)

  Myślę że fanom brutalnych dźwięków specjalnie tej nazwy nie muszę przedstawiać ale dla tych co nie znają garść podstawowych informacji. Putridity to początkowo projekt jednoosobowy zmajstrowany przez gitarzystę Andrea Aimone. Demówki trzaskał jeszcze sam ale już debiutancki album z 2007 roku pt. "Mental Prolapse Induces Necrophilism" nagrał już z pełną załogą. Od poprzedniego albumu minęło już 10 lat ale dwa lata temu po ogarnięciu nowego składu dostaliśmy epkę "Greedy Gory Gluttony". Teraz dostajemy nowy, a w sumie dopiero czwarty, album włoskiej ekipy. Do rzeczy zapewne powiecie, jak muza? Otóż moi drodzy to kosa niesamowita. Jednocześnie piękny i obleśny, odpychający i przyciągający, przeklęty i błogosławiony a jednym słowem mówiąc łomot. Co za natężenie piekielnych dźwięków, gitarowa brutal death metalowa chłosta w każdej sekundzie, ekstremalna soniczna nawałnica. Nie sposób docenić niesamowitej pracy perkusji która przy całym szaleństwie wali z niesamowitą pr...