Jak
miałbym jednym słowem określić nową płytę DIRA MORTIS to mi najbardziej
pasuje MIAŻDŻĄCA. Nie jestem zawodowym ani nawet amatorskim
recenzentem, więc nie silę się na kwieciste opisy, nie epatuję tez
porównaniami i podobieństwami brzmieniowymi do innych. Piszę z
perspektywy fana death metalu od 30 lat. I jako fan stwierdzam po
prostu, że Dira Mortis popełnili zajebisty album, najlepszy w swojej
karierze. Z tej płyty wylewa się z głośników prawdziwy ciężar, to jest
rodzaj death metalu jaki uwielbiam, klasyczny ale nie archaiczny. Długie
jak na death metalowe standardy kawałki zupełnie nie nużą, ale też nie
są przeładowane i robione dla samej długości. Mamy zmiany tempa, świetne
grobowe ale też urozmaicane wokale i przełamujące ogólny ciężar świetne
solówki, naprawdę świetne. No taki death metal to ja lubię. Zalecam
słuchać całą płytę, dwa kawałki promujące płytę są świetne, ale ta płyta
nabiera prawdziwego blasku jako całość a czas biegnie przy niej bardzo
szybko...
Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...
Komentarze
Prześlij komentarz