Przejdź do głównej zawartości

IAN CHRISTE - RYK BESTII


No to dzisiaj dla odmiany coś z literatury. Przed kilkoma dniami skończyłem czytać wydaną w tym roku w Polsce książkę "Ryk bestii - dekady metalu" Iana Christie. I teraz, kiedy ktoś, zapyta mnie, czy ją polecam, to ja odpowiadam: może tak, ale też nie do końca. Już tłumaczę. A więc po kolei: książka opowiada o historii muzyki metalowej od pierwszej płyty Black Sabbath do początku lat dwutysięcznych. Książka pierwotnie została wydana w 2004 roku i u nas ukazała się dopiero teraz także kilku lat brakuje. Pomimo, że książka ma ponad 400 stron, to nie da się 30 lat w muzyce opisać w sposób szczegółowy, siłą rzeczy będziemy mieć do czynienia z powierzchownym opisem wielu zdarzeń a szczegółów musimy szukać w innych pozycjach. Pomimo, ze czyta się dobrze, to czasem język jakim posługuje się autor trochę razi. Co chwilę czytamy, że coś jest bombastyczne albo mocarne. Zdziwienie czasem budzi klasyfikacja zespołów do poszczególnych gatunków, nawet mając świadomość, że w latach 80-tych przynależność i znaczenie poszczególnych odmian metalu było odmienne niż dziś, to nazywanie Celtic Frost zespołem speed metalowym może budzić zdziwienie. Takich przykładów jest zresztą więcej. ale nie jest to wcale książka zła, zwłaszcza dla młodszych fanów. Mogą w dosyć jednak przejrzysty sposób usystematyzować swoją wiedzę, poznać genezę i rozwój poszczególnych odmian metalu. A dla starszych? Ano pomimo, że większość faktów zawartych w książce była mi znana to jednak nie byłem mocno znudzony w trakcie czytania. Całość przeleciała dosyć szybko i przypomniałem sobie o kilku zespołach których od bardzo dawna nie słuchałem. Tak więc tak to z tą książką jest, szału nie ma ale przeczytać można. A samo wydanie natomiast zajebiste, tu nie ma do czego absolutnie się przyczepić.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

BEYOND MORTAL DREAMS - Devastation Hymns (EP 2025)

  Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę