Przejdź do głównej zawartości

IRONBOUND - "THE LIGHTBRINGER"


Nazwa profilu zobowiązuje mnie do tego aby czasem napisać o kapeli z kręgu klasycznego heavy metalu, którego choć ostatnio słucham dużo mniej, to nadal jest to gatunek mi bliski. Jeżeli macie tak jak ja, to dobrą okazją do posłuchania niezłej heavy metalowej płyty jest debiut pochodzącego z Rybnika Ironbound_PL. Wydany przez Ossuary Records album "The Lightbringer" spodoba się wszystkim fanom klasycznych dźwięków New Wave Of British Heavy Metal, zwłaszcza tym którzy są wyznawcami Iron Maiden z lekką domieszką Judasów czy Saxon. Fascynacja Ironami wyczuwalna jest niemalże w każdym utworze, czasem słychać ją z ich pierwszych płyt ("The Witch Hunt") a niekiedy z Ironów XXI wieku (epicki "Smoke and Mirrors"). Na uwagę zasługuje praca gitar, słychać że mamy do czynienia z bardzo sprawnymi muzykami. Niezły jest też również wokalista, takie połączenie Blaze'a i Bruca sprawia, że słucha się go bardzo dobrze o co w polskim heavy zdecydowanie nie jest normą. Muza proponowana przez Rybniczan nacechowana jest chwytliwymi kompozycjami, sporo epickich i wzniosłych fragmentów, niezbędnej energii również mamy pod dostatkiem. Z pewnością z największym zarzutem z jakim się spotkają będzie brak oryginalności, podobieństwa do Iron Maiden mogą dla co niektórych być zbyt duże. Ja jednak nie mam z tym problemu. Grunt że fajnie zagrane, grunt że kompozycje dają radę, grunt że to dobra rozrywka na majowego grilla z dobrym piwkiem. Lepiej tak niż jakiś na siłę oryginalny paździerz z nudnym utworem i fałszującym, kaleczącym angielski wokalistą. Lepiej grać co w duszy gra. Tak więc podsumowując, jeżeli lubicie klasyczny heavy spod znaku NWOBHW to śmiało, jeżeli natomiast omijacie ten gatunek z daleka to Ironbound też nie sprawi że go polubicie. Dla mnie to fajnie, że takie kapele powstają jednak w Polsce, czasami trzeba złapać oddech od deatha i blacka, choć wiadomo że tylko na małą chwilkę...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

BEYOND MORTAL DREAMS - Devastation Hymns (EP 2025)

  Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę