NIGHTFALL - 'AT NIGHT WE PRAY'
Jako
zagorzały fan greckiej sceny nie mogłem przegapić premiery nowej płyty
NIGHTFALL "At night we prey". Efthimis Karadimas po uporaniu się z
własnymi demonami które przybrały u niego formę depresji atakuje nowymi
mocnymi riffami. Albumu tego słuchałem z dużymi obawami. Nightfall to
zespół który porwał mnie swoim klimatem zawartym na płycie "Macabre
sunsets" wydanej w 1994 roku. Zainteresowanie zespołem podtrzymał
skutecznie wydany rok później "Athenian echoes". Potem bywało różnie,
bardzo różnie...Zbyt często w muzyce Efthimisa pojawiała się nuda,
miałkie melodie i smętne tempa. Mając to na względzie oraz kłopoty
zdrowotne lidera grupy, obawy związane z tym albumem były uzasadnione.
Ale niepotrzebnie! Tego albumu świetnie słucha. Doskonałe brzmienie,
świetne riffy, chwytliwa melodyka sprawiają, że Nightfall nagrał
najlepszy album od przynajmniej 20 lat. Zaskakujące są momenty kiedy
można w muzyce Greków usłyszeć motywy charakterystyczne dla szwedzkich
rejonów, ale spokojnie, Nightfall w większości porusza się jednak w
brzmieniu dla nich charakterystycznym. Z tym, że jakby moc jest większa
niż na ostatnich albumach...Dobra już nie smęcę, polecam bo słucha się
tego miło i przyjemnie.
Komentarze
Prześlij komentarz