Przejdź do głównej zawartości

PAN THY MONIUM

Pamiętam jak gdzieś w 1992 lub 1993 roku wkroczyłem z pewną ilością gotówki do ulubionego sklepu muzycznego i kumpel namówił mnie na kupno kasety PAN.THY.MONIUM. Najpierw duży zawód, na co ja wydałem kasę. Niby licencyjne wydanie, a tu najbardziej uboga wkładka w historii...Brak tekstów to się jeszcze zdarzał, ale brak choćby składu czy jakichkolwiek informacji o nagraniach to już przesada, tytułów utworów nawet nie było...No nie było niczego jak powiedział kiedyś pewien klasyk, same chmurki i finito. No chuj, wrzucam kasetę. Szok. O co chodzi? Co to za brzmienie, co to za połamańce? Przyznam, nie od razu skumałem tą muzę. Nie powiem, że od razu wpadłem w trans i uznałem Szwedów za objawienie death metalu. Z czasem natomiast, z każdym przesłuchaniem poznawałem ten album coraz lepiej by po jakimś czasie uznać go za arcydzieło. Zmiany tempa, rytmu, awangarda i progresja, do tego saksofony, klawisze i kilka innych jeszcze nie pasujących do stylistyki instrumentów. Nie przepadałem i do dzisiaj nie przepadam za udziwnieniami w metalu, tu jednak jakimś cudem wszystko do siebie pasuje. Oczywiście obecnie takie albumy nie wzbudzają sensacji, ale w 1992 roku, kupując kasetę sygnowaną przez OSMOSE nikt się nie spodziewał takiej muzyki...Słuchałem wczoraj...dalej potrafi zaskoczyć...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PHOBOCOSM - Gateway (2025)

  Noooo, mocno się nam ten rok kończy. Kanadyjczycy z Montrealu atakują właśnie czwartym albumem i dalej mają jeden cel: siać niepokój. Tak jak na poprzednim albumie, mamy cudowanie rozbudowany klimat nadciągającej apokalipsy. Nie każdy potrafi go zbudować w tak sugestywny sposób jak Phobocosm. Zresztą kanadyjskie zespoły mają jakieś duże predyspozycje do tworzenia muzyki która przynosi odwrotność ukojenia. Ten death metal nie pozostawia obojętnym. Bestialskie riffy naprawdę wchodzą do łba z pełną mocą szpikulca do lobotomii. Gitary i wokal to potęga tego albumu. Wszystko w punkt zagrane i do tego bestialskie brzmienie. Cztery zaledwie utwory, poprzerywane interludiami daje w sumie 35 minut muzyki. Przy jej intensywności to idealny czas aby utrzymać uwagę nie pozostając za bardzo sponiewieranym. Jeśli podobał Wam się poprzedni ich album "Foreordained" to sięgajcie śmiało. "Gateway" to tak naprawdę jego kontynuacja, zresztą nagrana podczas tej samej sesji. Bierzcie ...