PANTERA - 'FAR BEYOND DRIVEN'
W
1994 roku metalowy świat czekał stęskniony na takie pierdolnięcie
jakiego dokonała PANTERA z albumem "Far beyond driven". Iron Maiden był w
odwrocie po odejściu Dickinsona, Metallica ciągle napawała się się
sukcesem czarnej, a Slayer sobie jeździł po świecie i mijały już 4 lata
od ostatniej płyty. Triumfy święcił grunge i flanela stała się
materiałem numer jeden. Wtedy przyjebała PANTERA. Przyjebała naprawdę
mocno. Oczekiwania po znakomitym Vulgaru były potężne ale nie zostały w
najmniejszym stopniu zawiedzione. W Stanach szał na ten album był taki,
że wylądował na 1 miejscu sprzedaży. A przecież nie była to muza z
gatunku lekkich, łatwych i przyjemnych. Nie będę się rozwodził o muzyce
zawartej na tym LP bo napisano już o niej wszystko. Napiszę tylko, że ta
muzyka nic się nie zestarzała, to nadal niesamowicie kopie, ta
wściekłość jest nie do podrobienia. Nie jestem wskazać też ulubionego
kawałka, ale to otwarcie miażdży...Szkoda tylko, że połowa autorów tego
legendarnego dzieła już nie żyje. Wielka szkoda...Słuchałem "Far beyond"
wczoraj i wiecie co? Posłucham i dziś.
Komentarze
Prześlij komentarz