PARADISE LOST - 'SHADES OF GOD'

 

Jak w 1992 roku kupowałem kasetę "Shades of God" to paradajsi byli już w czołówce moich ulubionych zespołów. "Lost Paradise" i ikoniczny dla gatunku "Gothic" miały doczesne miejsce w moim czarnym sercu. "Shades of God" nie zawiodła, chociaż oczywiście jeszcze wtedy nie wiedziałem, że łagodzenie brzmienia i zejście z ciężaru to na tym albumie było ledwie preludium a nie apogeum. Ile razy ryczałem przy włączonym na full magnetofonie "Pitty the sadness" to chyba tylko moi ówcześni sąsiedzi wiedzą, z tym kawałkiem uczyłem się growlingu zdzierając krtań całymi dniami. Potem powoli moje i Paradise Lost drogi się rozchodziły. "Icon" jeszcze było świetne ale potem nie mogłem patrzeć na upadek jednego z ulubionych zespołów, po "Host" byłem wręcz załamany...Fajnie, że dzisiaj wrócili do cięższych brzmień i te ostatnie płyty można posłuchać bez żenady...Ale i tak najczęściej wracam właśnie do "Shades of God" i "Gothic"....

Komentarze

Popularne posty