Przejdź do głównej zawartości

SEPULTURA - BRAZYLIJSKA FURIA


Dzisiaj o książce wydanej kilka lat temu, ale dopiero teraz się za nią wziąłem. "Sepultura. Brazylijska Furia" to biografia wiadomego zespołu obejmująca czasy od założenia zespołu przez braci Cavalerów do wydania albumu "The Mediator Between Head and Hands Must Be the Heart" wydanego w 2013 roku. Sama książka trochę mnie rozczarowała. Jest napisana zdecydowanie powierzchownie i generalnie ślizga się po tematach. Zbyt mało historii z tras, ze studia, z życia członków kapeli etc. No ale jak 30 lat istnienia zespołu opisać na ledwo dwustu kilkudziesięciu stronach? Wliczając jeszcze dyskografie i wkładkę ze zdjęciami? No nie da się i mamy duży niedosyt. Konfliktowi Maxa i Glorii z resztą zespołu poświęcono nie co więcej stron ale też ranga tego wydarzenia powinna zająć więcej miejsca w książce. Pamiętam jaki był to szok kiedy w 1996 roku Max podjął decyzję o odejściu z zespołu który założył z bratem. Praktycznie wszyscy wtedy stali murem za nimi. No ale wtedy nie było też pełnej wiedzy na temat konfliktu, dzisiaj wydaje się że to Max z Glorią jednak przeholowali. Czytanie tej biografii spowodowało jednak inną rzecz. A mianowicie przesłuchałem płyty które zostały wydane po odejściu Maxa, a na które generalnie położyłem lagę. I wiecie co? To nie są najgorsze rzeczy. Tzn płyty są generalnie nierówne i oprócz zajebistych fragmentów zdarzają się momenty nudne, wtórne albo znowu przekombinowane. Ale wiele z tej muzyki posiada wściekłość i agresję, słychać pasję a i nowy wokalista plamy nie daje (nowy... hahaha to już dobrze ponad 20 lat). W szczególności warto zapoznać się z "Against", "Nation" i trzema ostatnimi. Wydawnictwa z lat dwutysięcznych dla mnie są nieco słabsze. Oczywiście dalej moje ulubione płyty Sepy to "Arise" i "Schizophrenia" ale na te nowsze już tak nie napieprzam jak dawniej. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PUTRIDITY - Morbid Ataraxia (2025)

  Myślę że fanom brutalnych dźwięków specjalnie tej nazwy nie muszę przedstawiać ale dla tych co nie znają garść podstawowych informacji. Putridity to początkowo projekt jednoosobowy zmajstrowany przez gitarzystę Andrea Aimone. Demówki trzaskał jeszcze sam ale już debiutancki album z 2007 roku pt. "Mental Prolapse Induces Necrophilism" nagrał już z pełną załogą. Od poprzedniego albumu minęło już 10 lat ale dwa lata temu po ogarnięciu nowego składu dostaliśmy epkę "Greedy Gory Gluttony". Teraz dostajemy nowy, a w sumie dopiero czwarty, album włoskiej ekipy. Do rzeczy zapewne powiecie, jak muza? Otóż moi drodzy to kosa niesamowita. Jednocześnie piękny i obleśny, odpychający i przyciągający, przeklęty i błogosławiony a jednym słowem mówiąc łomot. Co za natężenie piekielnych dźwięków, gitarowa brutal death metalowa chłosta w każdej sekundzie, ekstremalna soniczna nawałnica. Nie sposób docenić niesamowitej pracy perkusji która przy całym szaleństwie wali z niesamowitą pr...