Przejdź do głównej zawartości

VADER - 'THE ULTIMATE INCANTATION'

 Ostatnio było krótko więc dzisiaj troszkę dłużej ale mam nadzieję, że ktoś dobrnie do końca. Chciałem popełnić kilka słów na temat debiutu Vader „The Ultimate Incantation”. Tak wiem, napisano już o nich wszystko ale nim uciekniecie to wyjaśniam, że to tylko klika moich wspomnień związanych z tym okresem. A więc…W 1992 roku miałem 16 lat, uwielbiałem już słynne demo „Morbid Reich” i widziałem Petera z ekipą na żywo. Dodam, że grupa cieszyła się wielkim szacunkiem wśród starszej ekipy i w zasadzie brak było głosów na NIE. W takich okolicznościach przyrody dowiadujemy się, iż nasza ulubiona polska kapela podpisuje kontrakt z niesamowitym wydawało się wtedy EARACHE RECORDS, szok! Pamiętam oczekiwanie przed dniem premiery, od razu po szkole mieliśmy się wybrać z kilkoma kumplami po kasetę. Ale wyszło trochę inaczej…W ulubionym sklepie z metalową muzą pracował kumpel mojego starszego braciaka i to on, gdzieś w środku nocy przed dniem premiery, może o 1.00 czy 2.00, przywiózł mi prosto z hurtowni do domu tę upragnioną i wyczekiwaną kasetę. Nie muszę mówić, że jak przyszedłem do szkoły przed 8 rano już z kasetą to miałem w tej szkole swoje 5 minut haha. Zleciało się sporo starszych kolesi i każdy chciał dotknąć, zobaczyć i dowiedzieć się skąd mam kasetę przed otwarciem sklepu…Ktoś szybko skołował jakiś klasowy magnetofon i na korytarzu szkolnym poleciał odsłuch. Jak o 7.45 zadzwonił dzwonek na lekcje to nawet kurwa nikt nie drgnął. Takie to były czasy…Pamiętam tez emocje związane z teledyskiem w MTV. Ja pierdolę Vader w MTV! Teledysk z kultowego Headbangers Ball miałem nagrany na VHS i odtwarzałem go niemalże w kółko. Co tam teledysk, Vader miał na tymże MTV wywiad, dzisiaj nie do uwierzenia. Wypadli świetnie, swobodnie rozmawiając po angielsku co wtedy w naszym kraju naprawdę nie było normą. Byłem z nich zajebiście dumny. I do dzisiaj jestem. Kto by przypuszczał wtedy że 30 lat później Piotr Wiwczarek nadal będzie z godnością trwał na death metalowym posterunku, szacun wielki! Dodam jeszcze, że w latach 90-tych widziałem ich na żywo pewnie ze 4 razy, z tego raz na słynnej, budzącej wtedy zdziwienie, trasie z Proletaryatem. Byli niesamowicie sprawną, koncertową maszyną. I są do dzisiaj. Ostatni raz na ich koncercie byłem kilka lat temu na Cieszanów Rock festiwal i wypadli genialnie. Nawet osoby na co dzień nie słuchające metalu były pod wrażeniem zaangażowania, umiejętności i jakości występu Vadera. Oby grali jak najdłużej ku radości rogatego i hord piekielnych…

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PHOBOCOSM - Gateway (2025)

  Noooo, mocno się nam ten rok kończy. Kanadyjczycy z Montrealu atakują właśnie czwartym albumem i dalej mają jeden cel: siać niepokój. Tak jak na poprzednim albumie, mamy cudowanie rozbudowany klimat nadciągającej apokalipsy. Nie każdy potrafi go zbudować w tak sugestywny sposób jak Phobocosm. Zresztą kanadyjskie zespoły mają jakieś duże predyspozycje do tworzenia muzyki która przynosi odwrotność ukojenia. Ten death metal nie pozostawia obojętnym. Bestialskie riffy naprawdę wchodzą do łba z pełną mocą szpikulca do lobotomii. Gitary i wokal to potęga tego albumu. Wszystko w punkt zagrane i do tego bestialskie brzmienie. Cztery zaledwie utwory, poprzerywane interludiami daje w sumie 35 minut muzyki. Przy jej intensywności to idealny czas aby utrzymać uwagę nie pozostając za bardzo sponiewieranym. Jeśli podobał Wam się poprzedni ich album "Foreordained" to sięgajcie śmiało. "Gateway" to tak naprawdę jego kontynuacja, zresztą nagrana podczas tej samej sesji. Bierzcie ...