Przejdź do głównej zawartości

IRON MAIDEN - Senjutsu

    
    No i od piątku możemy się cieszyć (lub nie) nowym albumem IRON MAIDEN. To już dobrze ponad 30 lat jak usłyszałem ich po raz pierwszy (The number of the beast) i już na zawsze pozostał to niezwykle dla mnie ważny zespół. Jestem ich wielkim fanem i łykam wszystkie wydane do tej pory płyty, z zastrzeżeniem, iż najmniej podobają mi się jednak te z Blazem i "The Final Frontier". Można tez przyjąć tezę, że dorastam razem z ich muzyką bo nie wyobrażam sobie abym 30 lat temu zaakceptował taki "The book of souls" jako płytę IM, nie ma mowy. Dzisiaj jednak jest inaczej. Ja nie mam 16 lat i Ironi też nie mają dwadzieścia parę. Najmłodszy w zespole Bruce ma już przecież 63 lata...Ależ ten czas leci...I w sumie już za to należy im się szacunek. Że ciągle im się chce. Najłatwiej by przecież było klepać hity z pierwszych płyt i nie ryzykować statusu legendy nowym materiałem. A właśnie. Jaki to materiał? No cóż, jak ktoś lubi ostatnią płytę to tą też polubi. Ci co nie trawią "The Book of Souls" to tej też nie przełkną. "Senjutsu" jest kontynuacją ostatnich poczynać zespołu i w mojej ocenie to udany album. Zwłaszcza CD numer jeden to naprawdę dobry Iron. Świetne kompozycje z odpowiednią dynamiką i zachowanymi proporcjami pomiędzy żwawszymi tempami i tymi bardziej wyważonymi. Słychać momentami oczywiście, że wokal Bruca to już brzmi trochę inaczej ale jak ma brzmieć skoro już tyle lat na karku. Drugi CD jest wypełniony w całości dłuższymi utworami, pełnymi muzycznych pasaży i instrumentalnych fragmentów. Ja osobiście jednak bym je nieco skrócił. Ten dwupłytowy album trwa ponad 80 minut i dla zachowania odpowiedniej dynamiki powinien być jednak krótszy. To znaczy fani takiego grania będą zachwyceni ale pozostałych może znużyć. Ale ogólnie ja zawiedziony nie jestem, absolutnie nie. Ale to chyba CD nr 1 będę częściej wrzucał, chociaż kto wie. Dopiero zacząłem odsłuchiwać ten album, może jeszcze mi się zmienić. Osobna kwestia to jak ten album został wydany. Wersja deluxe to prawdziwy majstersztyk. Gruby, twardy box, w środku książka, grube strony z tekstami i grafikami, no naprawdę się postarali. Także fajnie, że nagrali jeszcze coś nowego. I pewnie, że wolałbym dostać album w stylu "Piece of mind" ale on powstał prawie 40 lat temu. Nic dziwnego, że od tego czasu się zmienili i mając to na uwadze, oceniam "Senjutsu" za naprawdę całkiem spoko album.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PUTRIDITY - Morbid Ataraxia (2025)

  Myślę że fanom brutalnych dźwięków specjalnie tej nazwy nie muszę przedstawiać ale dla tych co nie znają garść podstawowych informacji. Putridity to początkowo projekt jednoosobowy zmajstrowany przez gitarzystę Andrea Aimone. Demówki trzaskał jeszcze sam ale już debiutancki album z 2007 roku pt. "Mental Prolapse Induces Necrophilism" nagrał już z pełną załogą. Od poprzedniego albumu minęło już 10 lat ale dwa lata temu po ogarnięciu nowego składu dostaliśmy epkę "Greedy Gory Gluttony". Teraz dostajemy nowy, a w sumie dopiero czwarty, album włoskiej ekipy. Do rzeczy zapewne powiecie, jak muza? Otóż moi drodzy to kosa niesamowita. Jednocześnie piękny i obleśny, odpychający i przyciągający, przeklęty i błogosławiony a jednym słowem mówiąc łomot. Co za natężenie piekielnych dźwięków, gitarowa brutal death metalowa chłosta w każdej sekundzie, ekstremalna soniczna nawałnica. Nie sposób docenić niesamowitej pracy perkusji która przy całym szaleństwie wali z niesamowitą pr...