Recenzja: RUNNING WILD "Blood On Blood"

 Najpierw ostrzeżenie: będzie całkowicie nieobiektywnie i w zasadzie bezkrytycznie. Bo tak niestety podchodzę do Running Wild głównie ze względów sentymentalnych o których kiedyś już napisałem, był to pierwszy metalowy zespół jaki w życiu usłyszałem. Wiadomo, że miał swoje wzloty (dawniej) i upadki (niedawniej). Choć ostatni "Rapid Foray" wcale nie był najgorszy bo kilka świetnych utworów jednak się tam znalazło. Choć wydaje mi się niemożliwe, że to już 5 lat minęło od tej płyty, ale ten czas zapierdala...No ale wróćmy do "Blood On Blood" bo taki nosi tytuł najnowsze dzieło piratów. Oczekiwań, że nagrają drugi "Under Jolly Roger" nie miałem. I nikt nie powinien mieć bo złotą erę piractwa mają dawno za sobą. Nadzieję na uniknięcie gniota typu "Rogues en vogue" natomiast miałem jak najbardziej. I myślę że to w 100% się udało. Bo moim, pamiętajcie jednak że całkowicie nieobiektywnym, zdaniem to najlepsza płyta RW od czasów ich powrotu na scenę w 2012 roku. Już otwarcie powoduje szeroki uśmiech, chce się otwierać browara i śpiewać razem z Rolfem. Bo zaczynający album tytułowy "Blood on Blood" to kapitalny, najlepszy ich utwór od lat. Jest tam wszystko za co się uwielbia Runningów. Kapitalny riff, chwytliwy refren i dawno niewidziana u nich zadziorność. No po prostu super. Potem jest dalej bardzo dobrze: świetne "Wings of Fire", "Diamonds & Pearls", zaskakujące "One night, one day", rewelacyjny "The Shellbackk" (co za początek!) oraz monumentalny kolos "The iron times". Słabszy jest natomiast zdecydowanie "Wild, wild nights", to taki niepotrzebny trochę gniot jakby żywcem wyrwany z "Shadowmaker". Ale jako całość ten album przyjemnie mi robi. Bardzo jestem z niego zadowolony i choć tak naprawdę dopiero zaczynam jego osłuchiwanie to już jest bardzo dobrze. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze lepszego brzmienia. Jest tu postęp ale wciąż śmierdzi plastikiem. No i ta nieszczęsna perkusja, niby Rolf twierdzi, że nagrana na żywo ale coś mi się nie wydaje. No chyba, że grał robot.... Ale w sumie aż tak się nie znam więc niech mu będzie. Ale tak naprawdę to dobry album, lepszy niż się spodziewałem z czego bardzo się cieszę. Polecam.

Komentarze

Popularne posty