Przejdź do głównej zawartości

DEATH DENIED - Through Waters, Through Flames (2022)

 

Wyobraźcie sobie. Stara knajpa. Gęsto od dymu, piecze w oczy, gryzie w gardło. Przy stolikach, szemrane typy lecą z pokerem, na wcale nie małe stawki. Ktoś podchodzi do starej szafy grającej i włącza jakąś szmirę. Jedną, drugą, trzecią. I wtedy wstaje koleś co przed nim leży najwięcej sztonów i krzyczy z całych sił: Królestwo! Królestwo za dobry riff!!!....Gdyby tam byli goście z łódzkiego Death Denied i gdyby koleś spełnił obietnicę to byliby w chuj bogaci...Bo w riffy to oni umieją. Ale do rzeczy. Death Denied to kapela grająca muzykę z gatunku po który sięgam bardzo rzadko i chyba jeszcze o żadnym podobnym zespole tutaj nie pisałem. Szeroko rozumiane klimaty southern rockowo-metalowe to nie do końca moje kalesony ale ten zespół ma w sobie to coś, co od kilku dni nie pozwala mi się oderwać od ich najnowszej płyty. Album jest bardzo urozmaicony bo southernowa stylistyka miesza się tam ze stonerem, grungem czy nawet thrashowymi zagrywkami. Czasem bywa naprawdę ciężarnie i mocarnie a czasem energetycznie buja bluesowo. Już otwarcie robi wrażenie i mocno zaciekawia nawet takiego southernowego ignoranta jak ja. O riffach już wspomniałem, jest ich moc i świetnej jakości. A bas jak pięknie popierdala, niekiedy lądując na pierwszym planie. Taki rodzaj muzyki, jak dobra by nie była, całkowicie może położyć wokal. A tu mamy do czynienia z kapitalnym śpiewem, jest czysto, mocno, w punkt. No i kompozycje. Dopracowane i przemyślane. Z wieloma chwytliwymi momentami. Posłuchajcie takiego "Lesser Daemons" czy "Smoke, Soot and Solitude", świetne kawałki. Żeby nie przesłodzić: ostatni, długi "Nocturnal" do dla mnie już za dużo, jako urozmaicenie OK, ale mam nadzieję, że nie jest to wyznacznik nowej drogi zespołu. Zespół pomiędzy stylami porusza się sprawnie, tu nie ma chaosu, wszystko do siebie pasuje. Dodam, że materiał brzmi świetnie, produkcja i mastering na wysokim poziomie. Także polecam, bo na wakacyjną drogę to album jak znalazł. Do domu też ma się rozumieć.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

BEYOND MORTAL DREAMS - Devastation Hymns (EP 2025)

  Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę