Przejdź do głównej zawartości

Recenzja: HELLFUCK - "Diabolic Slaughter"


 

Pewnie już spora część z Was zna ten album, ale jak ktoś jeszcze się z nim nie zapoznał to właśnie znalazł zajebistą rozrywkę na weekend. Bo HELLFUCK i ich debiutancki album "Diabolic Slaughter" tym właśnie jest. Zajebistą metalową rozrywką. I od razu małe wyjaśnienie, choć to album debiutancki to stworzony jednak przez doświadczoną załogę która w niejednym metalowym piecu paliła. HellFuck grają tak, jakby gdzieś w drugiej połowie lat 80-tych, gdzieś w Niemczech, ktoś ich złapał i zakręcił w słoiku. Teraz oni z tego słoika wyskoczyli i napierdalają ten swój charakterystyczny dla tamtych czasów thrash/speed metal. Taki w zasadzie bez krzty oryginalności. No bo posłuchajcie brzmienia gitar, wokalu, spójrzcie na nazwę zespołu czy tytuł płyty. Wszystko już było i wszystko do czegoś nawiązuje. I wiecie co? Chuj z tym tak naprawdę bo w ogólnym rozrachunku liczy się jedno. Ze robią to po prostu zajebiście. Od pierwszych sekund łeb się buja, nogi dostają kurewskiego RLS-a a mózg ma jedno po drugim deja vu. No coś pięknego. Moc zajebistych riffów, cudownie napierdalana perkusja, szalony bas i totalnie w klimacie wokal. Ale jazda. Tak powinien grać dzisiaj Kreator a że nie potrafi to kozaki z Polski pokazują Petrozzie jak to się powinno robić metal. Przy takim graniu, garściami czerpiącym ze stylu dawnych mistrzów, łatwo się wypierdolić. Nagrać płytę nudną, bez serca, pasji, dla czystej koniunktury. Tu tego nie ma. Jest za to podsycany płomień i niegasnący żar. Ja im wierzę. Polecam gorąco. Ave satan!
P.S. "Angel's Disgrace" to jebany hit nad hity.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

BEYOND MORTAL DREAMS - Devastation Hymns (EP 2025)

  Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę