Przejdź do głównej zawartości

HOSTIA - Nailed (2022)



Rzeszom wiernych Hostia kojarzy się z cudem w niejakiej Sokółce, kiedy to chrupek zamienił się ponoć we fragment ludzkiego serca. I ta płyta jest dla nich. Żeby porzucili wszelką nadzieję i przygotowali się na totalną anihilację. Hostia stworzyła dzieło które ani przez moment nie daje wytchnienia, wyprowadza cios za ciosem i pozostawia słuchacza zamroczonego niczym Najmana po kolejnej "zwycięskiej" walce. Death/Grind to dziedzina gdzie bardzo łatwo się sparzyć. Popaść w rutynę i nudę serwując kawałki w których chodzi tylko o to aby napierdalać szybciej i obrzydliwej. Hostia poruszając się w dosyć wąskiej stylistyce potrafi nam zaserwować album brutalny, intensywny a przy tym zajebiście interesujący i różnorodny. Naprawdę. Raz jest klasycznie grindowo, raz death/grindowo w stylu Cannibale na koksie, a czasem niemal hitowo z punk/crust/corową motoryką jak np. The Vampire of Barcelona. Do tego wwiercające się w głowę takie strzały jak "Zajebię cię" czy Siostra Bernadetta. Brzmienie w punkt, mistrzowska robota. Wokal robi robotę doskonałą starając się prezentować różnorodne środki wyrazu. Gitary z kapitalnym groovem, myślę że bardzo rzadko spotykane w grindujących kapelach na tak wysokim poziomie. No i do tego ta szalona perkusja. Na koncertach to będzie musiał być rozpierdol totalny, nie mam żadnych wątpliwości. I jeszcze ciekawy jestem, jaką miałby minę niczego nie świadomy katolik kupujący płytę zespołu Hostia, myśląc że znajdzie tam pieśni religijne. Zemdlałby? A może plunął na sutannę? No pewnie się nie dowiemy chyba że komuś rzeczywiście uda się lunąć partię cedeków Hostii do jakiś sklepików przykościelnych....No ale tak na poważnie. Trzeci album naszych rodaków to 24 minuty radochy ze słuchanej muzy. Muzy która ma na celu siać soniczną demolkę nie prezentując przy tym litości. Ja w to odważnie i bez lęku wchodzę. I Wam polecam. Bierzcie i słuchajcie tego wszyscy. Amen.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

BEYOND MORTAL DREAMS - Devastation Hymns (EP 2025)

  Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę