Przejdź do głównej zawartości

IRONHAWK - Ritual of the Warpath.

 


Dzisiaj polecę Wam coś fajnego. To znaczy fajnego dla tych którzy lubią cofnąć się w czasie do szalonych lat 80-tych. Kiedy metal nie miał tych wszystkich, coraz trudniejszych do zapamiętania, podgatunków. Kiedy thrash, speed, punk, black mieszały się w jednym kotle z którego wychodziła mieszanka mająca po prostu skopać tyłki słuchaczy. I w takiej kapsule czasu, przetrwał australijski Ironhawk. Kapela istnieje 10 lat ale dopiero teraz wydali debiutancki album. Wcześniej na koncie zaledwie dwie EP. Ten zacny band pochodzi z Tasmanii która jest w chuj daleko. Ta należąca do Australii wyspa do tej pory kojarzyła mi się z Diabłem Tasmańskim i regatami Sydney-Hobart. Teraz do tego zestawu dorzucam Ironhawk. Taka bezpretensjonalna mieszanka wszystkiego co znacie z czasów kształtowania się metalu w ich wykonaniu brzmi nad wyraz autentycznie. Tu Motorhead spotyka się z Sodom,Bathory, Discharge, Venom, The Exploited, Impaled Nazarene czy co tam sobie jeszcze usłyszycie. I wszystko pasuje. Czuć szczerą pasję do muzyki i całkowitą pogardę do trendów i muzycznych szufladek. Posłuchajcie. To świetna rozrywka dla old school metal maniax.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PUTRIDITY - Morbid Ataraxia (2025)

  Myślę że fanom brutalnych dźwięków specjalnie tej nazwy nie muszę przedstawiać ale dla tych co nie znają garść podstawowych informacji. Putridity to początkowo projekt jednoosobowy zmajstrowany przez gitarzystę Andrea Aimone. Demówki trzaskał jeszcze sam ale już debiutancki album z 2007 roku pt. "Mental Prolapse Induces Necrophilism" nagrał już z pełną załogą. Od poprzedniego albumu minęło już 10 lat ale dwa lata temu po ogarnięciu nowego składu dostaliśmy epkę "Greedy Gory Gluttony". Teraz dostajemy nowy, a w sumie dopiero czwarty, album włoskiej ekipy. Do rzeczy zapewne powiecie, jak muza? Otóż moi drodzy to kosa niesamowita. Jednocześnie piękny i obleśny, odpychający i przyciągający, przeklęty i błogosławiony a jednym słowem mówiąc łomot. Co za natężenie piekielnych dźwięków, gitarowa brutal death metalowa chłosta w każdej sekundzie, ekstremalna soniczna nawałnica. Nie sposób docenić niesamowitej pracy perkusji która przy całym szaleństwie wali z niesamowitą pr...