IRONHAWK - Ritual of the Warpath.

 


Dzisiaj polecę Wam coś fajnego. To znaczy fajnego dla tych którzy lubią cofnąć się w czasie do szalonych lat 80-tych. Kiedy metal nie miał tych wszystkich, coraz trudniejszych do zapamiętania, podgatunków. Kiedy thrash, speed, punk, black mieszały się w jednym kotle z którego wychodziła mieszanka mająca po prostu skopać tyłki słuchaczy. I w takiej kapsule czasu, przetrwał australijski Ironhawk. Kapela istnieje 10 lat ale dopiero teraz wydali debiutancki album. Wcześniej na koncie zaledwie dwie EP. Ten zacny band pochodzi z Tasmanii która jest w chuj daleko. Ta należąca do Australii wyspa do tej pory kojarzyła mi się z Diabłem Tasmańskim i regatami Sydney-Hobart. Teraz do tego zestawu dorzucam Ironhawk. Taka bezpretensjonalna mieszanka wszystkiego co znacie z czasów kształtowania się metalu w ich wykonaniu brzmi nad wyraz autentycznie. Tu Motorhead spotyka się z Sodom,Bathory, Discharge, Venom, The Exploited, Impaled Nazarene czy co tam sobie jeszcze usłyszycie. I wszystko pasuje. Czuć szczerą pasję do muzyki i całkowitą pogardę do trendów i muzycznych szufladek. Posłuchajcie. To świetna rozrywka dla old school metal maniax.

Komentarze

Popularne posty