KAMPFAR - Til Klovers Takt (2022)
Parafrazując słowa jednej z Kazikowych piosnek "Nie mam na nic czasu bo słucham Kampfara, nie mam na nic czasu bum tarararara"...No ale może nie idźmy tą drogą gdyż nowy album Norwegów nie zasłużył sobie żeby pisać o nim w debilny sposób. Aczkolwiek to prawda. Kampfar mnie wciągnął całkowicie w swój świat pełen pogańskich opowieści o tradycjach, wierzeniach i codzienności dawnych mieszkańców północnych ziem. Pierwsze przesłuchanie jeszcze nie wzbudziło mojego entuzjazmu, niektóre fragmenty wydały mi się zbyt melodyjnie rzewne i nie pasujące do black metalu. Myliłem się. To robi nastrój. Wchodzą te melodie do głowy i nie chcą wyjść. Już w pierwszym, genialnym utworze, po wstępie kojarzącym się z rozpoczęciem Watherland Marduka, dostajemy dawkę niesamowitej atmosfery. Furia, zatrzymanie akcji z fortepianem, tęsknota w śpiewie Dolka, ależ tego się słucha. I potem okazuje się, że cały album wypełniony jest takim klimatem. Aż kipi od ilości pomysłów które przejawiają się w różnorodności, zmianach tempa i genialnych potężnych riffach. I tylko nieliczni potrafią tak znakomicie połączyć melodię i pagan/ black metal. To już dziewiąty album Norwegów i jest wielka forma. I niech Was nie zwiedzie okładka tego albumu. Tam wcale nie ma wesołej atmosfery. Jest zima, mrok, rozpacz i przede wszystkim nostalgia. Także wieczorem zgaście światło, załóżcie słuchawki, zamknijcie oczy i Kampfarowy świat Was pochłonie bez reszty...
Komentarze
Prześlij komentarz