Przejdź do głównej zawartości

MEGADETH - "The Sick, The Dying… And The Dead!"

No i ciach, po 6 latach oczekiwania, święty obecnie Dave Mustaine uraczył nas nowym albumem Megadeth. Pewnie Dave nie jest świadomy, że znakomitą akcję promocyjną w Polsce przed ukazaniem się nowego pełniaka zrobiło zamieszanie z pewnym nowym podręcznikiem i znajdującą się w niej wzmianką o tej zasłużonej kapeli. Nie wiem jak to się przełoży na sprzedaż ale nowy album Megadeth warto kupić ze względu na jego zawartość muzyczną. Bo to dobry album. Pełen energii i klasycznych riffów. Ponad 60-cioletni Mustaine udowadnia że nie stetryczał a album nie jest odcinaniem kuponów od dawnej sławy. Przyznam się szczerze że od czasów "Youthnasia" kolejne płyty "przelatywały" przeze mnie. Miały lepsze i gorsze momenty ale żadna nie została nigdy ze mną na dłużej. Zmieniła to nieco "Dystopia". Miała pazur i przebój. "The Sick, The Dying… And The Dead!" jest w mojej ocenie jeszcze lepsza. Nic nie ma tu wprawdzie odkrywczego i w sumie dobrze, nie wiem po co miałyby się tu znaleźć jakieś eksperymenty. No chyba że za taki uznamy fragment Night Stalkers (znakomity utwór) z udziałem Ice-T. Nie brakuje natomiast na tym albumie przebojowych momentów które spokojnie mogłyby zagościć na albumach z lat 90-tych. Gitara brzmi pięknie i atakuje jak za najlepszych czasów. Zabójcze solówki i świetna perkusja do tego. Ponadto album jest urozmaicony, jest szybciej, jest też wolniej i czas mija z tą płytą dosyć szybko. Jest kilka momentów które bym sobie darował ale przecież nie będę się wymądrzał i pouczał Mustaine'a...I tak podsumowując. "Rust In peace" to nie jest. Chyba nikt nie oczekiwał że będzie. Ale to dobry album. Naprawdę kawał porządnego thrashu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PUTRIDITY - Morbid Ataraxia (2025)

  Myślę że fanom brutalnych dźwięków specjalnie tej nazwy nie muszę przedstawiać ale dla tych co nie znają garść podstawowych informacji. Putridity to początkowo projekt jednoosobowy zmajstrowany przez gitarzystę Andrea Aimone. Demówki trzaskał jeszcze sam ale już debiutancki album z 2007 roku pt. "Mental Prolapse Induces Necrophilism" nagrał już z pełną załogą. Od poprzedniego albumu minęło już 10 lat ale dwa lata temu po ogarnięciu nowego składu dostaliśmy epkę "Greedy Gory Gluttony". Teraz dostajemy nowy, a w sumie dopiero czwarty, album włoskiej ekipy. Do rzeczy zapewne powiecie, jak muza? Otóż moi drodzy to kosa niesamowita. Jednocześnie piękny i obleśny, odpychający i przyciągający, przeklęty i błogosławiony a jednym słowem mówiąc łomot. Co za natężenie piekielnych dźwięków, gitarowa brutal death metalowa chłosta w każdej sekundzie, ekstremalna soniczna nawałnica. Nie sposób docenić niesamowitej pracy perkusji która przy całym szaleństwie wali z niesamowitą pr...