No
i ciach, po 6 latach oczekiwania, święty obecnie Dave Mustaine uraczył
nas nowym albumem Megadeth. Pewnie Dave nie jest świadomy, że znakomitą
akcję promocyjną w Polsce przed ukazaniem się nowego pełniaka zrobiło
zamieszanie z pewnym nowym podręcznikiem i znajdującą się w niej
wzmianką o tej zasłużonej kapeli. Nie wiem jak to się przełoży na
sprzedaż ale nowy album Megadeth warto kupić ze względu na jego
zawartość muzyczną. Bo to dobry album. Pełen energii i klasycznych riffów.
Ponad 60-cioletni Mustaine udowadnia że nie stetryczał a album nie jest
odcinaniem kuponów od dawnej sławy. Przyznam się szczerze że od czasów
"Youthnasia" kolejne płyty "przelatywały" przeze mnie. Miały lepsze i
gorsze momenty ale żadna nie została nigdy ze mną na dłużej. Zmieniła to
nieco "Dystopia". Miała pazur i przebój. "The Sick, The Dying… And The
Dead!" jest w mojej ocenie jeszcze lepsza. Nic nie ma tu wprawdzie
odkrywczego i w sumie dobrze, nie wiem po co miałyby się tu znaleźć
jakieś eksperymenty. No chyba że za taki uznamy fragment Night Stalkers
(znakomity utwór) z udziałem Ice-T. Nie brakuje natomiast na tym albumie
przebojowych momentów które spokojnie mogłyby zagościć na albumach z
lat 90-tych. Gitara brzmi pięknie i atakuje jak za najlepszych czasów.
Zabójcze solówki i świetna perkusja do tego. Ponadto album jest
urozmaicony, jest szybciej, jest też wolniej i czas mija z tą płytą
dosyć szybko. Jest kilka momentów które bym sobie darował ale przecież
nie będę się wymądrzał i pouczał Mustaine'a...I tak podsumowując. "Rust
In peace" to nie jest. Chyba nikt nie oczekiwał że będzie. Ale to dobry
album. Naprawdę kawał porządnego thrashu.
Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...
Komentarze
Prześlij komentarz