Uwaga fani death metalu! Nie zróbcie błędu i nie omińcie tego albumu. Bo to kawał kurewsko dobrego metalu. I znowu z Kalifornii. Uwielbiam otwarcie tej płyty. Pamiętacie scenę z Władcy Pierścieni gdy podczas wędrówki przez kopalnie Morii hobbici budzą zło? Pojawiają się złowrogie bębny i z trwogą czekasz na to co się wydarzy. I wtedy zamiast bandy goblinów powinni pojawić się Mortuous i rozjebać podziemia utworem otwierającym album czyli "Carve". Takie solidne uderzenie prędkości, mielące potężne, szarpiące riffy, mocne brzmienie basu i napędzająca wszystko perkusja pasowałyby idealnie do tego anturażu. Dalej robi się bardziej różnorodnie. Kolosalne zwolnienia miażdżą. Tu Immolation spotyka się z debiutem Amorphis a czasem nawet wczesnym My Dying Bride. Wybuchy infernalnej furii połączone z melancholią. Ale taką melancholią w postaci tęsknoty za piekłem. Jest gęsto, są okrutne solówki i chorobliwa atmosfera. A perkusji można słuchać i słuchać.... Ja w to wchodzę. I Wam szczerze polecam.
Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

Komentarze
Prześlij komentarz