recenzja: ROADHOG - "Gates to madness" (2022)


 

Na dzisiaj proponuję Wam nieco lżejsze niż zazwyczaj dźwięki bo krakowianom z Roadhog w duszach gra heavy metal! I to jest już ich trzeci album. Na dodatek bardzo dobry. Oparty na klasycznych wzorcach co jak dla mnie jest OK. Bo heavy metal powinien pozostać heavy metalem i nie ma potrzeby wymyślać tam super nowych rozwiązań i na siłę starać się być oryginalnym. Roadhog oczywiście wzorują się na dawnych mistrzach ale spokojnie, nie ma tu mowy o bezczelnym kopiowaniu, krakowianie ewidentnie starają się dodać do tego metalowego kotła nieco własnych składników. Album jest przede wszystkim mocno dopracowany. Zawiera, bardzo dobre i naprawdę świetnie zagrane kompozycje. Brawa również dla wokalisty bo wiadomo, że kiepski frontman może położyć nawet najlepszy heavy materiał. A tu bez obaw, Krzysztof śpiewa z naprawdę dużym wyczuciem. Słucha się tego naprawdę rewelacyjnie, raz jest bardziej metalowo, czasem bardziej hard rockowo, jest kilka hiciorów (utwór tytułowy!!!) i czas ucieka bardzo szybko. Krakowianie super się bawią i Wam też tego życzę bo propozycja Roadhog to czysta rozrywka. Jeżeli lubicie Grave Digger, Judas Priest, Primal Fear czy nawet ostrzejszą wersję ZZTop to atakujcie śmiało. Nie pożałujecie. A płytę wydało Ossuary Records. Polecam.

Komentarze

Popularne posty