Przejdź do głównej zawartości

SHADES OF DARKNESS MAGAZINE #2

 Jak wielką pasję i miłość do muzyki musi mieć człowiek aby stworzyć takie dzieło jak magazyn SHADES OF DARKNESS. To niepojęte wręcz, że takie "opasłe" tomiszcze jest dziełem praktycznie jednego maniaka. Tzn. oczywiście nie chcę marginalizować osób które mu pomagały a które on we wstępie skrupulatnie wymienia, ale ilość zgromadzonego materiału i ilość związanej z tym pracy mogą budzić tylko największy szacunek. Tak samo jak przygotowanie i sposób prowadzenia rozmów przez Welanda bo to on jest tu głównym sprawcą. Przygotowany merytorycznie, ciekawy zespołów i poglądów przepytywanych interlokutorów. Czyta się jednym tchem a sporo rozmów robi naprawdę duże wrażenie. Dla mnie, taką z gatunku niezapomnianych, jest wywiad z Lordem Kaosem. Tutaj duża zasługa również rozmówcy. Podoba mi się jego szczerość i w sumie dystans do własnej twórczości. Nie sili się na "kultowość", nie opowiada farmazanów jak to jego natchniona muzyka powstaje w leśnej głuszy albo podczas tajemnych rytuałów. Mówi jak jest. Szacunek. Podobnych wywiadów jest moc, dobór kapel zróżnicowany i przemyślany. Jest trochę "gwiazd", jest underground, jest black, jest death, jest thrash. Są recenzje w ilości w sam raz, bez niepotrzebnej przesady w tym zakresie. Kapitalna, ale naprawdę kapitalna oprawa graficzna. Do tego całość na świetnym papierze który jeszcze potęguje ilość stron a których jest ponad 250! Widać to na jednym z poniżej zamieszczonych zdjęć. Czy Shades of Darkness Magazine ma jakieś wady? Pewnie tak (drobnostki) ale kimże ja jestem aby zwracać Welandowi uwagę. Nie mam śmiałości czepiać się czegokolwiek w stosunku do gościa co odjebał tyle dobrej roboty, żeby takim jak ja dostarczyć masę doskonałej, metalowej rozrywki. Zresztą to bardzo świadomy gość, patrząc jak poprawił niedostatki pierwszego numeru to ja o dalszy rozwój magazynu jestem spokojny. Nabywajcie, proszę to wielkie pismo. Wspierajcie słowo drukowane. Szerokości mości Weland, Piekło z Tobą.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

BEYOND MORTAL DREAMS - Devastation Hymns (EP 2025)

  Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę