Przejdź do głównej zawartości

THRONE OF BAAL - Chaos War Death (EP 2022)


 

THRONE OF BAAL - Chaos War Death (EP 2022)
Throne Of Baal Official to nasza rodzima załoga z Ostrowa Wielkopolskiego. 9 lat temu wydali debiut i na długi czas zamilkli. Teraz postanowili się przypomnieć metalowemu światu wydając epkę z siedmioma a tak naprawdę to czterema utworami. Ale o tym za chwilę. Zacznę od okładki. To oczywiście rzecz gustu i ważne, że podoba się zespołowi. No mi jakoś nie pasuje to na cover black metalowej płyty. No może w środku wkładki to tak, ale jako front to nie bardzo. Bałem się po jej zobaczeniu, że dostanę jakiś pompatyczny, a'la symfoniczny mdły metal udający jeszcze że jest black. Na szczęście tak nie jest. Bo black metal w wykonaniu Throne Of Baal to muzyka pozostająca w szacunku dla II fali black metalu zwłaszcza w norweskim wykonaniu. Już otwarcie albumu w postaci zdecydowanie najlepszego kawałka "Napalm brightens the Night", nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z piekielnymi dźwiękami w postaci ostrych riffów i infernalnego wokalu. Świetna, bardzo dynamiczna kompozycja, z kapitalnie "falującą" gitarą, która moim zdaniem powinna wyznaczać dalszą muzyczną drogę zespołowi. Kolejny utwór "Mother Death" to spadek tempa i niestety emocji. Zdecydowanie gorszy od poprzednika, choć z kapitalnymi partiami basu. Następne: "Deathmarch" i "Summoning" są zdecydowanie lepsze. Znów jest dynamicznie i znów mamy kapitalnie mielącą gitarę. To taki styl łączący dzisiejszy Mayhem z dawnym Carpathian Forest czy Kvist. Ja to lubię, choć do całkowitego szczęścia dodałbym odrobinę surowizny. Pomiędzy wspomnianymi kawałkami znajdują się utwory będące elektroniczno, samplowo, industrialnymi projektami. Ja tego nie kumam za bardzo i dla mnie trochę psuje klimat całości. Niepotrzebny dodatek do całkiem fajnej muzy. Chętnie posłuchałbym więcej muzycznych propozycji Ostrowian. A Wy też posłuchajcie sobie "Chaos War Death". To naprawdę kawał dobrego, sprawnie zagranego black metalu. Polecam

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PHOBOCOSM - Gateway (2025)

  Noooo, mocno się nam ten rok kończy. Kanadyjczycy z Montrealu atakują właśnie czwartym albumem i dalej mają jeden cel: siać niepokój. Tak jak na poprzednim albumie, mamy cudowanie rozbudowany klimat nadciągającej apokalipsy. Nie każdy potrafi go zbudować w tak sugestywny sposób jak Phobocosm. Zresztą kanadyjskie zespoły mają jakieś duże predyspozycje do tworzenia muzyki która przynosi odwrotność ukojenia. Ten death metal nie pozostawia obojętnym. Bestialskie riffy naprawdę wchodzą do łba z pełną mocą szpikulca do lobotomii. Gitary i wokal to potęga tego albumu. Wszystko w punkt zagrane i do tego bestialskie brzmienie. Cztery zaledwie utwory, poprzerywane interludiami daje w sumie 35 minut muzyki. Przy jej intensywności to idealny czas aby utrzymać uwagę nie pozostając za bardzo sponiewieranym. Jeśli podobał Wam się poprzedni ich album "Foreordained" to sięgajcie śmiało. "Gateway" to tak naprawdę jego kontynuacja, zresztą nagrana podczas tej samej sesji. Bierzcie ...