Zjawisko pod nazwą Misþyrming jakoś do tej pory mnie skutecznie omijało. To znaczy w takim sensie, że znałem tych Islandczyków, posłuchałem, stwierdzałem, że niezłe i raczej już nie do nich nie wracałem. No i świeżutki, ich trzeci album pt. Með Hamri ma dużą szansę to zmienić. Bo tym razem Misþyrming trafił do mojego czarnego serca. Bo choć ten islandzki black metalowy sznyt do tej pory jakoś nie do końca mi pasował to teraz ten album mnie zachwycił i porwał w otchłań. To album jednocześnie bardzo mroczny a przy tym energetyczny. Wypełniony atmosferą nieprzeniknionej ciemności gdzie najmniejszy promień światła gaśnie w nanosekundzie. Album to wielopłaszczyznowy i różnorodny. Ale bez przesady. Nie nazwiemy go (tfu!) post black metalem czy jakimś tam innym progressive. To jest najprawdziwszy album black metalowy. Pełen odniesień do mistrzów ciemności z początku lat 90-tych ale naznaczony wieloma rozwiązaniami charakterystycznych dla tej islandzkiej, dzikiej bandy. Klawisze brzmią niemal mistycznie, czasem wręcz transowo. Gitary chłoszczą i tną demolując wszystko ścianą dźwięku. Chaos trzymany w ryzach. Perkusja jest prawdziwie bestialska. Ilość i jakość uderzeń budzą największy podziw. Album brzmi ostro i głęboko, sprzężenia i zniekształcenia doskonale dodają mu posępnego klimatu. Nagrany w sporej części staroświecko na żywo jest ich zdecydowanie najlepszym dziełem. Więc polecam, zwłaszcza niezdecydowanym jak ja. Warto.
Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...

Komentarze
Prześlij komentarz