Zjawisko pod nazwą Misþyrming jakoś do tej pory mnie skutecznie omijało. To znaczy w takim sensie, że znałem tych Islandczyków, posłuchałem, stwierdzałem, że niezłe i raczej już nie do nich nie wracałem. No i świeżutki, ich trzeci album pt. Með Hamri ma dużą szansę to zmienić. Bo tym razem Misþyrming trafił do mojego czarnego serca. Bo choć ten islandzki black metalowy sznyt do tej pory jakoś nie do końca mi pasował to teraz ten album mnie zachwycił i porwał w otchłań. To album jednocześnie bardzo mroczny a przy tym energetyczny. Wypełniony atmosferą nieprzeniknionej ciemności gdzie najmniejszy promień światła gaśnie w nanosekundzie. Album to wielopłaszczyznowy i różnorodny. Ale bez przesady. Nie nazwiemy go (tfu!) post black metalem czy jakimś tam innym progressive. To jest najprawdziwszy album black metalowy. Pełen odniesień do mistrzów ciemności z początku lat 90-tych ale naznaczony wieloma rozwiązaniami charakterystycznych dla tej islandzkiej, dzikiej bandy. Klawisze brzmią niemal mistycznie, czasem wręcz transowo. Gitary chłoszczą i tną demolując wszystko ścianą dźwięku. Chaos trzymany w ryzach. Perkusja jest prawdziwie bestialska. Ilość i jakość uderzeń budzą największy podziw. Album brzmi ostro i głęboko, sprzężenia i zniekształcenia doskonale dodają mu posępnego klimatu. Nagrany w sporej części staroświecko na żywo jest ich zdecydowanie najlepszym dziełem. Więc polecam, zwłaszcza niezdecydowanym jak ja. Warto.
Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

Komentarze
Prześlij komentarz