recenzja SEPULCRE - Cursed Ways of Sheol (EP, 2022)



Plugawe. To jest pierwsze słowo jakie przychodzi mi do głowy po wysłuchaniu debiutanckiej epki francuskiej Sepulcre. Plugawe i chore. I zajebiste. Ale dla tych co pierwszy raz stykają się z tą nazwą. Zespół wprawdzie debiutuje oficjalnym wydawnictwem ale to żadni debiutanci na scenie tylko stare metalowe wygi. Kapela powstała na gruzach projektu Demonic Oath K. Desecratora, znanego m.in. z Venefixion i dołączenia niedawno do Destroyer 666. Z nim udzielają się zawodnicy których możecie kojarzyć ze Skelethal, Cadaveric Fumes i do tego wokalista Venefixion, tu dręczący struny basowe. Pod szyldem Sepulcre do tej pory na koncie był tylko demos. I teraz atakują dwudziestotrzyminutową epką. Jak napisałem na wstępie. Chorą i plugawą. Uwielbiam taki rodzaj death metalu. Z produkcją czarną jak smoła. Z dźwiękami surowymi, niemal prymitywnymi a jednocześnie mrocznymi i potężnymi. Z niesamowitą dynamiką i riffową obsesją. Jest brutalnie, piekielnie i ciemno bez najmniejszego promienia światła. Wszyscy fani okropności spod znaku Sedimentum, Demigod i Grave Miasma będą zachwyceni tym ponurym klimatem. Do tego sporo fragmentów z niemal punkową motoryką znaną choćby z Autopsy. No nic, pozostaje tylko czekać na pełny album bo podoba mie się to

Komentarze

Popularne posty