SATANIC WARMASTER - Aamongandr (2022)

 


Przedostatni dzień roku przyniósł nam prawdziwą petardę jaką jest nowy album Satanic Warmaster. Stojący za tym projektem Lauri Penttila kazał nam czekać 8 długich lat na kolejnego pełniaka. Ale jak już w końcu ukazał światu "Aamongandr" to w mojej ocenie warto było czekać. Warto było bo to jest album, który za ileś tam lat będzie nazywany kultowym. Bo Lauri kompozycyjnie przeszedł samego siebie. Tego LP się kurewsko dobrze słucha a rozmach i ilość przestrzeni czasem porażają. Cały czas Satanic Warmaster serwuje nam black metal którego korzenie sięgają wczesnych lat 90-tych, surowe gitary wzbogacone zimnymi partiami klawiszy. Teraz może z nieco klarowniejszym brzmieniem. Ciągle agresywny wokal, gitarowa nawałnica i te melodyjne pasaże, które wwiercają się w mózg i nie chcą go opuścić. Wystarczy posłuchać "Duke's Ride" albo "Beserk Death" gdzie duża część utworu to prawdziwa black symfonia. Choć trzeba przyznać. Czasem SW niebezpiecznie zbliżają się go granicy kiczu. Ale czasem tak jest że granica między geniuszem a kiczem jest bardzo cienka. Jak dla mnie jej nie przekraczają i wciąż mi trudno uciec od tego albumu. Jest strasznie uzależniający. I ta diabelska rytmika...Sztos. Polecam.

Komentarze

Popularne posty