No i ciach, mamy czwarty album prawdziwych weteranów duńskiej sceny metalowej. Album który z pewnością nie zawiedzie dotychczasowych fanów tej szacownej załogi. Na "Apotheosis" znajdziemy wszystko to, za co ich uwielbiamy. Nienawistny, szybki i agresywny death metal. Z pewnością spodoba się tym, którym podobały się niedawno opisywane przeze mnie materiały Nothingness, Conjureth czy Skullpture. Jest brutalnie old schoolowo ale z wyraźnym własnym dodatkiem. Z płyty na płytę słychać zresztą rozwój i coraz lepsze kompozycje. Nadal są cudownie nieokiełznani ale poziom ich muzycznego zwyrodnienia osiąga nowe granice. Bardzo to wszystko ładnie smakuje, a słuchanie dzikich gitarowych rytmów z szaloną, ale trzymaną dzielnie w ryzach perkusją, to prawdziwa muzyczna uczta. No i naprawdę zabójczy growl to też kawał kapitalnej roboty. Także uwaga death maniacy. Słuchać głośno. Tak trzeba. Polecam gorąco.
Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

Komentarze
Prześlij komentarz