"Caviary to the general" to drugi album polskiego black metalowego duetu w skład którego wchodzą Inferno i Skyggen, znany u nas raczej jako Paimon. Czyli goście którzy w wielu metalowych kotłach mieszali i chyba nie trzeba ich przedstawiać. Kilka dni temu wypuścili na powierzchnię ziemi prawdziwą bestię. Bo tu jest piekielna ciemność która pochłania każde światło. Wściekły, agresywny, organiczny black metal. Zimny i ponury. Surowy ale z wieloma smaczkami powodującymi, że jest to materiał który choć porusza się w dosyć wąskiej stylistyce, ma własną duszę i charakter. Już otwarcie nie pozostawia żadnych wątpliwości. Tu nie będzie budowania klimatu, puszczania oczka do słuchacza. To jest od razu atak. Masywny i bezlitosny, taki w stylu jadowitego Urgehal. Aaaarghhh! Jakie to dobre. Następny "In the streams of phlegothon" rozwala niesamowicie prowadzoną gitarą. Pozostaje ona potem z nami bardzo często, wysyłając szereg zabójczych riffów. Jak posłuchacie to będziecie wiedzieć o co mi chodzi. W "Decembers night" wokal kojarzy my się z najbardziej kąsliwymi odcieniami Cezara z Christ Agony a atmosferę dodatkowo potęgują niepokojące dźwięki. Dalej nie ma odpuszczania ani przez moment. Ta machina atakuje cały czas. Kurewsko dobre wrażenie robią kiedy w trakcie utworu jeszcze przyspieszają a cały przekaz robi się coraz bardziej intensywny. Wszystko tu jest w punkt. Wokal, gitary, brzmienie. O perkusji nie będę się wygłupiał i nie napiszę nic. To Inferno więc wiadomo jak jest. Generalnie jestem z każdym odsłuchem pod coraz większym wrażeniem tego albumu. Wyciskającego maksimum z minimum. Bierzcie! To jest black metal nie biorący jeńców. Polecam z całego serca. Warto!
Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...
Komentarze
Prześlij komentarz