Przejdź do głównej zawartości

TERRESTRIAL HOSPICE - Caviary To The General (2023)

 

"Caviary to the general" to drugi album polskiego black metalowego duetu w skład którego wchodzą Inferno i Skyggen, znany u nas raczej jako Paimon. Czyli goście którzy w wielu metalowych kotłach mieszali i chyba nie trzeba ich przedstawiać. Kilka dni temu wypuścili na powierzchnię ziemi prawdziwą bestię. Bo tu jest piekielna ciemność która pochłania każde światło. Wściekły, agresywny, organiczny black metal. Zimny i ponury. Surowy ale z wieloma smaczkami powodującymi, że jest to materiał który choć porusza się w dosyć wąskiej stylistyce, ma własną duszę i charakter. Już otwarcie nie pozostawia żadnych wątpliwości. Tu nie będzie budowania klimatu, puszczania oczka do słuchacza. To jest od razu atak. Masywny i bezlitosny, taki w stylu jadowitego Urgehal. Aaaarghhh! Jakie to dobre. Następny "In the streams of phlegothon" rozwala niesamowicie prowadzoną gitarą. Pozostaje ona potem z nami bardzo często, wysyłając szereg zabójczych riffów. Jak posłuchacie to będziecie wiedzieć o co mi chodzi. W "Decembers night" wokal kojarzy my się z najbardziej kąsliwymi odcieniami Cezara z Christ Agony a atmosferę dodatkowo potęgują niepokojące dźwięki. Dalej nie ma odpuszczania ani przez moment. Ta machina atakuje cały czas. Kurewsko dobre wrażenie robią kiedy w trakcie utworu jeszcze przyspieszają a cały przekaz robi się coraz bardziej intensywny. Wszystko tu jest w punkt. Wokal, gitary, brzmienie. O perkusji nie będę się wygłupiał i nie napiszę nic. To Inferno więc wiadomo jak jest. Generalnie jestem z każdym odsłuchem pod coraz większym wrażeniem tego albumu. Wyciskającego maksimum z minimum. Bierzcie! To jest black metal nie biorący jeńców. Polecam z całego serca. Warto!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

TEMPLE OF DECAY - Profanus (2026)

  Temple Of Decay to solowy projekt (podziwiam) który właśnie wydał swój trzeci album o trafnym tytule "Profanus". Od razu powiem, podoba mi się bardzo. Jest to bezpretensjonalny black metal który został nagrany z pasją i czarnym jak smoła sercem. Nie ma tu potrzeby być najszybszym, najagresywniejszym a jest za to chłodny klimat, dużo zapamiętywanych melodii (już otwierający kawałek pt. "Wojna, Martwy Bóg i Błazen" to kapitalny mroczny hymn) i cały stek kierowanych w słuszną stronę bluźnierstw. Teksty są dosadne, proste ale nie mylić z prostackie i bardzo Anty. Podobają mi się i chce się krzyczeć razem "Wojna, wojna Tu i Teraz!!!". Żadnych samozwańczych poetów... Atmosferę robią głównie bardzo udane kompozycje. W tym zakresie słychać duży rozwój i postęp autora projektu. Czasem jest bardziej mrocznie, czasem bardziej dziko, czasem wojowniczo a czasem wręcz transowo i hipnotyzująco jak np. w "Miłosierdziu". Ważne jest to, że z każdym odsłuchem po...

OZZY OSBOURNE - No Escape From Now (2025)

  Ku***sko momentami przejmujący dokument o ostatnich latach Ozzy'ego. O jego zmaganiach z bólem, coraz to nowymi chorobami i zjebanymi operacjami. Nie wiem jakim cudem to wszystko zniósł i dał jeszcze pożegnalny koncert w Birmingham. Jak dobrze, że to się udało bo możliwość podziękowania fanom była jego ostatnim marzeniem. Przy tych wszystkich dolegliwościach czasem jeszcze potrafił coś palnąć w swoim stylu i rozbawić wszystkich dookoła. Widać jaką siłę ma muzyka bo potrafiła działać u niego terapeutyczne cuda. Myślę, że niejedna łza na tym filmie poleci. Zobaczcie bo warto choć ciężko się to ogląda... Ja teraz biorę się za książkę

PUTRIDITY - Morbid Ataraxia (2025)

  Myślę że fanom brutalnych dźwięków specjalnie tej nazwy nie muszę przedstawiać ale dla tych co nie znają garść podstawowych informacji. Putridity to początkowo projekt jednoosobowy zmajstrowany przez gitarzystę Andrea Aimone. Demówki trzaskał jeszcze sam ale już debiutancki album z 2007 roku pt. "Mental Prolapse Induces Necrophilism" nagrał już z pełną załogą. Od poprzedniego albumu minęło już 10 lat ale dwa lata temu po ogarnięciu nowego składu dostaliśmy epkę "Greedy Gory Gluttony". Teraz dostajemy nowy, a w sumie dopiero czwarty, album włoskiej ekipy. Do rzeczy zapewne powiecie, jak muza? Otóż moi drodzy to kosa niesamowita. Jednocześnie piękny i obleśny, odpychający i przyciągający, przeklęty i błogosławiony a jednym słowem mówiąc łomot. Co za natężenie piekielnych dźwięków, gitarowa brutal death metalowa chłosta w każdej sekundzie, ekstremalna soniczna nawałnica. Nie sposób docenić niesamowitej pracy perkusji która przy całym szaleństwie wali z niesamowitą pr...