Dzisiaj zapraszam Was do kanady, a konkretnie do Montrealu gdzie stacjonuje PROFANE LORD który właśnie wydał swoją drugą płytę. Propozycja Kanadyjczyków to chamski Death czy tam może War metal. Plujący ogniem po wcześniejszym wytaplaniu w smole. Czerpiący od ziomków (Blasphemy, Revenge, Conqueror) i reszty świata (Archgoat, Antichrist Siege Machine itp). Bez niepotrzebnych subtelności młócą kapitalne riffy i imponują rytmiką. Czasem naprawdę przybiera to wrażenie obcowania z muzyczną wersją odgłosów broni maszynowej. Bez szans ucieczki. Bez litości. Czasem ekipa zwalnia i uderzają w średnich tempach, wtedy pojawiają się mocno zapamiętywalne fragmenty, ale po chwili znów jest napierdalalnie do przodu. I brzmią wtedy pięknie. Duży postęp w porównaniu do przedniego albumu. I ten cały talerz tłustych riffów...Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy. Jest kocioł, moc i energia. Polecam.
Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...

Komentarze
Prześlij komentarz