Sermon to załoga pochodząca z Turcji a konkretnie z położonego nad morzem Egejskim, uwaga, ponad czteromilionowego Izmiru. Grupa została założona w 1997 roku, wydali dwa dema, pograli nawet sporo koncertów i zamiast pójść do przodu doszło w 2004 roku do rozwiązania kapeli. Po wielu latach, w roku 2021 gitarzysta Cem postanowił reaktywować zespół i teraz oto mamy debiutancki album. Bez dwóch zdań jest on skierowany dla fanów brytyjskiego grania sprzed trzech dekad spod znaku dawnej Peacville Records. Jeśli gra Wam w duszach mix gdzie łączą się potęga Paradise Lost, rzewność My Dying Bride, tęsknota Anathemy to ten album jest dla Was. Wszystko jest bardzo sprawnie nagrane, brzmienie soczyste i przestrzenne, gitary ciężko kroczą do przodu a wokalista odwala kawał dobrej roboty odpowiednio głębokim growlem. Album zaczyna się dosyć mocnym kawałkami, dwa pierwsze to taki bardziej Paradise, nawet bardziej z ostatniej płyty niż tych wczesnych a potem robi się bardziej jak My Dying, żeby znów ładnie przeciążyć w Cerulean. I wtedy podobają mi się najbardziej. Kiedy nieco przyspieszają, dają odpowiednio mocny ciężar i pozbywają się nadmiaru żałości. Naprawdę potrafią w tych momentach wykrzesać mocarne brzmienie. Pojawiają się też czystsze wokale i nawet używane z umiarem nie drażnią, chociaż ja bym i tak je sobie darował, ale niektórzy lubią przecież takie urozmaicenia. Tak więc jak lubicie dokonania powyżej wymienionych kapel i im podobnych to Sermon jest dla Was. I dzisiaj Wam go polecam.
Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...
.jpg)
.jpg)
Komentarze
Prześlij komentarz