VOIDCEREMONY - Threads of Unknowing (2023)
Ło Panie z dna piekielnego. Co to za pożogę nam zesłałeś. Co to za bestie infernalne, które robią sobie sieczkę z naszego mózgu. Kalifornijczycy z VoidCeremony na swoim drugim albumie jawią się nam jako całkowicie obłąkani i opętani. Ich muzyczna wizja czasem fascynuje a czasem odpycha. Wątpię aby kogoś pozostawała obojętnym. Mnie ten ich pokręcony death metal przyciągnął. Chociaż to dziwne bo raczej death metal z dopiętą łatką (może i czasem na siłę) progresywny nie jest dla mnie. Ale tu wszystko pasuje. Brutalność i soniczne eksplozje Morbid Angel zmieszane z wirtuozerią Cynic, StarGazer czy nawet Voivod. Szalone dźwięki gitar generowane przez przedstawiciela Kanady w tej ekipie czyli Philippe Tougas są niesamowicie finezyjne i intrygujące. Zresztą cała ekipa wspina się na wyżyny metalowego kunsztu. Cały album ma tyle intensywności, że każdy kolejny odsłuch kończy się nowymi wrażeniami. Czasem zdarza się, że odlatują trochę jak dla mnie za daleko ale za chwilę wracają z pysznym death/black metalowym pierdolnięciem. Ja w to wchodzę. Ale ostrzegam. Miło i przyjemnie tu nie jest.

Komentarze
Prześlij komentarz