Opisywanie tego albumu można zakończyć na jego tytule. Dziękuję zatem i do widzenia....No dobra, jednak kilka słów dołożę. Za projektem Vile Ritual stoi, pochodzący z Maryland w US, multiinstrumentalista Liam Mc Mahon, a to jest jego debiutancka płyta. Płyta pełna ekstremalnych, piekielnych dźwięków dochodzących gdzieś z otchłani. Gitary szybkie, napastliwe, szalone. Riffy zadziwiająco przejrzyste i czytelne jak na piwniczny wydźwięk całości. Wokal klasycznie z głębokiej studni i hałasująca bez umiaru perkusja. I jeszcze ta okładka, z kolorystyką wymykającą się raczej z tradycyjnej death metalowej estetyki. Mi się podoba. Tak zresztą jak cały album. I jak lubicie wilgotne, obskurne piwnice to Wam Vile Ritual też się spodoba. Polecam.
Myślę że zdecydowanej większości death maniaków ta nazwa jest z pewnością znana. Australijczycy już od wielu lat młócą swój bestialski death metal a poprzedni album z 2022 roku "Abomination of the Flames" był po prostu genialny. Teraz przywalają epką choć dla sporej ilości innych kapel to pewnie byłby pełny album. Epka jednak epce nierówna, 9 minut Vadera a tu 30 minut...Nieważne w sumie. Ważne jak znowu świetną rzecz nagrali Beyond Mortal Dreams. Znów zioną ogniem i siarką z niesamowitą precyzją. Tu się chłonie każdą nutę. Ale żeby tak się stało trzeba poświęcić tej muzyce sporo atencji. Bo się dzieje. Ile tu przestrzeni i wielowymiarowości. Dla mnie Australijczycy to mistrzowie łączenia brutalności z klimatem. A jak bardzo potrafią być różnorodni w tym co robią to wystarczy posłuchać np. otwierającego "Arachnivore" potem epickiego z czystymi wokalami "Bred for Possession" i niesamowitego coveru Forbidden, ależ to brawurowe wykonanie...Tytuł albumu dos...

Komentarze
Prześlij komentarz