Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2023

DESEKRYPTOR - Vortex Oblivion (2023)

  Ależ to jest petarda debiut. Amerykanie ze stanu Indiana pozamiatali i nagrali album pełen mroku i obłędu. Kapela została założona w 2016 roku i do tej pory na koncie demosy, split i epka. Teraz usmażyli na piekielnym ogniu pełniaka i chwała im po sam czubek kotła. Gęsty, mulny, niby chaotyczny a tak naprawdę kurewsko dopracowany brudny old schoolowy metal. Wokal dochodzący z wilgotnej piwnicy, mocno ściśnięte gitary plujące jadowitymi riffami i rozrośnięta, oplatająca wszystko perkusja. Oryginalności brak, wszystkie te dźwięki już słyszeliście, wymienianie nazw jest jednak bez sensu. Bez sensu bo tego się słucha z dziką, chorą rozkoszą. Albo pokochasz i dasz się wciągnąc w ten zaklęty wir albo po kilku sekundach ze wstętem odrzucisz... Którą opcję wybierasz? Ja wiem. I odpalam Desekryptor po raz kolejny i kolejny....

BLACKBRAID - Blackbraid II (2023)

  Blackbraid to projekt muzyczny rdzennego Amerykanina pochodzącego z plemienia Mohawków. Jon, choć adoptowany i wychowany przez białych, nie zapomniał o kulturze i tradycjach przodków. Na potrzeby zespołu przyjął imię Sgah'gahsowáh i aktualnie pod szyldem Blackbraid wydał drugi album. Bałem się przekombinowania i nadmiaru etnicznych dźwięków oraz różnego rodzaju plemiennych zawodzeń. Na szczęście bez obaw, mamy elegancko zagrany, dosyć tradycyjny black metal, choć przesiąknięty klimatem i atmosferą. Są wściekłe wokale, zapamiętywalne riffy, naprawdę dobra perkusja a wszystko lirycznie osadzone w dzikiej naturze i okrutnej historii tych ziem. Całość brzmi znajomo skandynawsko choć ewidentnie z domieszką własnego, kulturowego stylu. Jest raz bardziej melodyjne, raz bardziej agresywnie, raz szybciej a raz wolniej, raz bardziej epicko i podniośle a raz oszczędnie i minimalistycznie. A tak po prostu to dobrze się tego słucha i choć wielkim fanem nie zostanę to od czasu do czasu z pewno...

HELLWITCH - Annihilational Intercention (2023)

  Nie do uwierzenia, ale za niedługo minie 40 lat od założenia tej kapeli przez Pata Ranieri. Zadebiutowali demosem w tym samym roku. Napierdalali ostry thrash ale z czasem, zapewne z racji florydzkiego pochodzenia coraz odważniej do ich muzy wkraczał death metal. Debiutancki album z 1990 roku "Syzygial Miscreancy" to był przykład idealnego połączenia brutalności z techniką. Nie mam pojęcia czemu ta płyta nie cieszyła się większą popularnością. Zespół działał potem ze sporymi przerwami i poza mniejszymi formatami wydał tylko jeden LP. Obecnie możemy cieszyć się trzecim albumem w dorobku zespołu. Tak, cieszyć się to nieprzypadkowe słowo. Bo na "Annihilational" dostajmy sztos metal muzykę. To co wspomniałem o ich debiucie jest tu nadal aktualne. Idealne wyważenie pomiędzy techniką a konieczną, moim zdaniem, death metalową brutalnością. Wpadające w ucho riffy wysypują się jeden za drugim ("Delegated Disruption!), krzyki, wrzaski, growle Pata tak charakterystyczne,...

TSJUDER - Helvegr (2023)

  Fani Black Metalu to generalnie wrażliwi ludzie. Wrażliwi na każde odstępstwo od nieświętego kanonu i w każdej chwili gotowi do rzucenia największą z możliwych obelg: "sprzedali się kurwa". Nie ironizuję wcale. Czasem sam tak mam haha. Ale jeśli chodzi o nowy, szósty album norweskich wirażków z Tsjuder to spokojnie Panie i Panowie, jest dobrze. Jest moc. Black puryści mogą załączać bez obaw bo to kurewsko dobra, agresywna i jadowita płyta. Cały czas przy tym pozostają wierni swoim muzycznym korzeniom i żadne stylistycznej rewolty nie dokonują. Choć trzeba przyznać, jak na nich to w sumie bywa dość różnorodnie. W granicach rozsądku oczywiście. To bardzo gitarowy album, pełen kąśliwych riffów, czasem zahaczających o death czy nawet thrashową stylistykę. Wszystko w czystym aczkolwiek nie za bardzo na szczęście wypolerowanym brzmieniu. Do tego idealne wokale i mamy naprawdę kurewsko dobrą black metalową płytę. W limitowanych wersjach dostaniecie dodatkowo pięcioutworowy hołd d...

MASTER'S HAMMER - The Jilemnice Occultist (1993)

  Gdy w 1993 roku zakupiłem wydaną u nas przez Carnage kasetę MASTER'S HAMMER "The Jilemnice Occultist" to trochę wiedziałem czego się spodziewać gdyż u kumpla słyszałem już debiutancki "Ritual". Muzyka Czechów robiła wrażenie, tnące thrashowe riffy, chłód, blackowa atmosfera (chyba Fenriz lata potem stwierdził, że była to jedna z pierwszych kaset z norweskim black klimatem) i brzmienie oraz czeski język budziły zaciekawienie. Tak więc gdy wyszła druga ich kaseta to bezwzględnie musiała trafić do mojej kolekcji. Tytuł płyty i utworów wprowadzały mały zamęt, były po angielsku ale utwory dalej były wykonywane po czesku. Brzmienie zespołu uległo sporej w sumie przemianie, dalej było surowo ale pojawiło się więcej orkiestracji, różnorodniejszy był wokal, całość miała klimat black metalowej opery. Atmosfera tego albumu jest naprawdę nie do zapomnienia. jak i zdjęcie zespołu na okładce, ależ to była tam ekipa...ale akurat metalowe mody i konwenanse ta załoga zawsze mi...